Od wielu miesięcy na międzynarodowym rynku paliw płynnych utrzymuje się atmosfera niepewności w związku z zachwianiem równowagi między podażą a popytem. Wprawdzie słaba koniunktura w gospodarce światowej, zwłaszcza w krajach o najwyższym poziomie rozwoju, zmniejszyła w pewnym stopniu zapotrzebowanie na ropę naftową, ale zjawisko to zrównoważyły decyzje o ograniczeniu wydobycia przez OPEC (Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej).
Limity obowiązujące kraje tego ugrupowania pozostają na najniższym poziomie od jedenastu lat. OPEC nie chce dopuścić do spadku cen oraz zmniejszenia wpływów z eksportu ropy, który dla państw członkowskich ma kluczowe znaczenie. Wprawdzie Arabia Saudyjska - największy na świecie eksporter tego surowca - wyrażała od pewnego czasu gotowość zwiększenia wydobycia, ale ostatecznie dała się przekonać pozostałym członkom OPEC i podczas niedawnej konferencji ministerialnej w Osace postanowiono utrzymać produkcję na dotychczasowym poziomie.
Tymczasem od kilku tygodni maleją zapasy ropy w Stanach Zjednoczonych, które zużywają najwięcej tego surowca na świecie. Tydzień temu wynosiły one 292 mln baryłek i były najmniejsze od osiemnastu miesięcy, a wczoraj, przed publikacją najnowszych danych przez Amerykański Instytut Naftowy, eksperci spodziewali się dalszego spadku. W ostatnich dniach dodatkowym czynnikiem, który wpłynął ujemnie na wielkość rezerw, były spowodowane przez sztorm zakłócenia w dostawach z Meksyku. Musiano ewakuować część personelu platform wiertniczych w Zatoce Meksykańskiej, a największy port naftowy w USA, położony na południowym wybrzeżu, wstrzymał przeładunek.
Szczególny niepokój budzi fakt, że spadek zapasów nastąpił u progu sezonu zimowego na półkuli północnej, gdy tradycyjnie rośnie zużycie ropy naftowej w związku z zapotrzebowaniem na olej opałowy. Międzynarodowa Agencja Energetyczna ocenia, że w czwartym kwartale popyt w skali światowej osiągnie 78,1 mln baryłek dziennie i będzie o 1,4% większy niż przed rokiem.
Już sam brak równowagi między podażą a popytem byłby wystarczającym bodźcem do wzrostu cen. Na zjawiska czysto rynkowe nałożyły się jednak problemy polityczne, które jeszcze bardziej skomplikowały sytuację.