Inwestorzy, którzy liczyli na nagły przypływ gotówki do spółki, srogo się zawiedli. Ilona Saft, rzecznik prasowy Centrozapu, przyznaje, że NSA był ostatnią instancją, która mogła coś zmienić. - Sprawa jest zamknięta. Nie zamierzamy dalej się odwoływać. Na szczęście decyzja nie obciąża naszego obecnego wyniku, ponieważ finansowe konsekwencje zaksięgowaliśmy już w 2000 roku - powiedziała I. Saft.

Zobowiązania z tytułu podatku VAT powstały pod koniec 1994 roku oraz na początku 1995 roku. Wówczas firma handlowała oprogramowaniem komputerowym "Katia dla Windows". Zdaniem fiskusa, operacje te służyły jedynie wyłudzeniu zwrotu podatku.

Sprawa wyszła na jaw w 2000 roku. Wtedy w przedsiębiorstwie zmienił się zarząd, który zaczął robić porządki po poprzednim kierownictwie. Zapłacono w całości zobowiązanie naliczone przez katowicki urząd skarbowy. Spółka liczyła jednak, że uda się jej odzyskać te pieniądze w sądzie.

Jako że wszystko działo się kilka lat temu, Centrozap miał nadzieję, że NSA przekona argument o przedawnieniu sprawy. - Niestety ,nie zgodzono się z nami. Trudno, nie będzie dodatkowego zastrzyku gotówki, który traktowalibyśmy jak swego rodzaju bonus. Teraz po prostu będziemy pracować bez niego - wyjaśnił Jacek Krysiak, prezes Centrozapu.

To jednak nie koniec sądowych bojów katowickiej firmy. Ciągle niewyjaśniona jest sprawa handlu radiometrami. Miało to miejsce w pierwszej połowie 1996 roku. W tym przypadku fiskus zarzuca wyłudzenie podatku na kwotę blisko 25 mln zł. Z tego spółka zapłaciła około 5,5 mln zł. - W tym przypadku nie grozi nam jednak egzekucja. Mamy bowiem decyzję NSA o wstrzymaniu dokonywania wpłat do czasu ostatecznego wyjaśnienia się sporu. Kiedy to nastąpi, nie jesteśmy w stanie przewidzieć - informuje prezes Krysiak.