Próchnik w listopadzie ubiegłego roku poinformował o złożeniu pozwu przeciwko byłemu prezesowi - Włodzimierzowi Węglarczykowi (kierował przedsiębiorstwem od stycznia 1998 r. do kwietnia 2000 r.). Kilka miesięcy później "w wyniku analizy działań poszczególnych członków zarządu" spółka wycofała powództwo, złożyła zaś wniosek o zawezwanie byłego prezesa wraz z byłym wiceprezesem - Andrzejem Chwedczukiem - do próby ugodowej. Tak przynajmniej wynikało z jej komunikatów. Nieoficjalne informacje wskazują, że był to celowy zabieg związany z faktem, że pozew miał uchybienia formalne.
W marcu br. wypowiedziało się w tej sprawie walne zgromadzenie akcjonariuszy Próchnika, które postanowiło dochodzić od obu byłych członków zarządu odszkodowania i upoważniło kierownictwo firmy do podejmowania działań na drodze sądowej. Tymczasem raport spółki za II kwartał br. wspomina jedynie o pozwie przeciwko byłemu prezesowi... złożonym w listopadzie ubiegłego roku.
Nie wiadomo więc, przeciwko komu i w jakim trybie spółka domaga się pieniędzy oraz na jakim etapie znajduje się postępowanie. Prezes Janusz Stępień najpierw udzielił nam informacji na ten temat, później przyznał, że są one błędne. Od kilku tygodni nie znalazł czasu, aby wyjaśnić, jaki jest rzeczywisty stan sprawy. Spór jest ważny dla akcjonariuszy, bo chodzi o ogromną, jak na Próchnika, kwotę - niemal równą przychodom spółki za I półrocze br. i większą od kapitalizacji firmy.
Przedstawiciele największego akcjonariusza przedsiębiorstwa - NFI Piast - przyznają nieoficjalnie, że firma koncentruje się obecnie na innych sprawach, przede wszystkim realizacji układu z wierzycielami. A to może oznaczać, że spółka do sporu z byłymi menedżerami przestała przywiązywać większe znaczenie.
Próchnik do tej pory nie informował, jakie działania W. Węglarczyka i A. Chwedczuka budzą jego zastrzeżenia i są podstawą roszczeń odszkodowawczych. Nieoficjalne informacje wskazywały, że powództwo może obejmować kwestie związane ze słynną sprzedażą nieruchomości w centrum Łodzi. Próchnik w wyniku zrealizowanej wiosną 1999 r. transakcji uzyskał ponad 9 mln zł. Nowy właściciel szybko sprzedał nabytek, uzyskując zdecydowanie wyższą cenę. Pieniądze, które dostała odzieżowa firma, zostały wydane na remont innej, kupionej przez nią nieruchomości.