O ile niemal wszyscy posłowie opowiedzieli się za wprowadzeniem obowiązku składania deklaracji majątkowych, o tyle sprawa ujawnienia ukrytych dochodów w zamian za niski podatek wzbudziła duże kontrowersje.
Spór dotyczył przede wszystkim stawki abolicyjnej. Rządowa propozycja, według opozycji, była zbyt łagodna. Zyta Gilowska, posłanka Platformy Obywatelskiej, proponowała 50-proc. podatek. Sejm jednak odrzucił ten wniosek, podobnie jak propozycje 15-, 19-, 30- i 40-proc. stawki. Zmiana, którą ostatecznie przyjął, to efekt wątpliwości, jakie mieli niektórzy posłowie rządzącej koalicji. Pierwszą próbę jej przeforsowania podjął poseł SLD Stanisław Stec już na pierwszym posiedzeniu Komisji Finansów Publicznych. Zabrakło jednego głosu, by przeszła. Posłowie PSL już wcześniej zapowiadali, że 7,5% jest nie do zaakceptowania.
Według resortu finansów, który przygotował ustawę, stawka 7,5% została obliczona na podstawie efektywnej stopy opodatkowania. W ub.r. wyniosła ona 8,98%, nie licząc składki na ubezpieczenie zdrowotne.
Istota ustawy nie została zmieniona: ci, którzy mieli nieujawnione dochody między 1996 a 2001 r., będą mogli teraz się do tego przyznać, a w zamian zapłacą jednorazowy podatek. Sejm chce, by wynosił on 12%. Poza tym wystarczy, aby jeden przedmiot (np. zestaw kina domowego) z wyposażenia mieszkania był wart więcej niż 10 tys. zł, żeby trzeba było składać deklarację majątkową. Posłowie wykreślili przepis zobowiązujący osoby, których obowiązek składania deklaracji nie dotyczy, do wysyłania do urzędów skarbowych oświadczenia w tej sprawie.
Sejm uporał się z jedną z najbardziej kontrowersyjnych ustaw w ciągu dwóch tygodni. Pierwsze czytanie odbyło się 11 września. Komisja "przerobiła" przepisy abolicyjne w ciągu kilku dni, wprowadzając do nich m.in. definicję przestępstwa i precyzując zapisy o majątku, który podatnicy będą musieli ujawniać w deklaracjach.