To już druga tego rodzaju afera na Wall Street. W podobne praktyki uwikłany jest także należący do Citigroup bank inwestycyjny Salomon Smith Barney. Zaledwie kilka dni temu nowojorski prokurator Eliot Spitzer wniósł do sądu pozew przeciwko pięciu dyrektorom amerykańskich spółek telekomunikacyjnych, domagając się zwrotu pieniędzy nieuczciwie zarobionych na IPO. Wśród pozwanych znalazł się między innymi były dyrektor zbankrutowanego WorldComu Bernard Ebbers. Komisja kongresowa bada także, czy proceder określany na Wall Street jako "spinning" nie był uprawiany także przez inne firmy. Na krótkiej liście, obok Salomona i Goldmana, znalazł się także Credit Suisse First Boston.

W przypadku Goldmana Sachsa na liście uprzywilejowanych miało się znaleźć 21 dyrektorów, których spółki korzystały w tym samym czasie z usług domu maklerskiego. Wśród beneficjentów systemu znalazła się między innymi Margaret Whitman, szefowa internetowego domu aukcyjnego eBay, oraz współzałożyciel Yahoo Jerry Yang. Oboje kupili akcje w ramach co najmniej 100 emisji na rynku pierwotnym prowadzonych przez Goldmana Sachsa. Proceder ten trwał co najmniej od 1996 r.

Wśród innych uprzywilejowanych klientów Goldmana znaleźli się także szefowie takich firm, jak TheStreet.com, Tyco, czy Global Crossings. Tylko Tyco i Global zasiliły kasę Goldmana Sachsa sumą 102 mln USD w formie różnych opłat bankowych.

Według danych Komisji Usług Finansowych Izby Reprezentantów, szefowie spółek szybko pozbywali się nabytych papierów na giełdzie, inkasując pokaźne zyski. W okresie internetowej hossy akcje spółek technologicznych potrafiły zyskiwać na wartości nawet kilkaset procent w momencie wejścia na rynek wtórny, w porównaniu z ceną IPO. Według obliczeń kongresowej komisji, osiem spośród 22 emisji na rynku pierwotnym prowadzonych przez Goldmana Sachsa przyniosło już pierwszego dnia notowań zysk w wysokości co najmniej 170%.

Goldman Sachs stanowczo zaprzecza, jakoby przy dystrybucji emitowanych akcji doszło do nadużyć. - Goldman Sachs to nie jest sklep detaliczny i nasi klienci to z reguły ludzie zamożni. Nie stwierdziliśmy żadnych nieprawidłowości ani faworyzowania dyrektorów wielkich spółek kosztem innych klientów - powiedział przedstawiciel biura prasowego Goldmana Sachsa, zastrzegając sobie anonimowość. eBay odmówiło jakichkolwiek komentarzy. Jedynie biuro prasowe Yahoo wydało oświadczenie, z którego wynika, że operacji dokonywali prywatnie szefowie spółki i sama firma nie ma z nimi nic wspólnego.