Członkowie Ver.di, jednego z najpotężniejszych związków zawodowych w Niemczech, zapowiadają ostrą dyskusję na temat zwolnień w DT podczas zaplanowanego na 30 października posiedzenia rady nadzorczej. Debata będzie z pewnością zażarta, zważywszy że w 20-osobowej radzie związki mają 10 reprezentantów. Ponadto kolejne dwa miejsca w RN przypadają przedstawicielom rządu, a kanclerz Schroeder w niedawnej kampanii wyborczej zdecydowanie opowiadał się za walką z bezrobociem i obiecywał, że nie będzie masowych zwolnień.

W takich okolicznościach bardzo trudne zadanie stoi przed 72-letnim Helmutem Siehlerem, który w sierpniu objął stanowisko tymczasowego prezesa Deutsche Telekom, zastępując Rona Sommera. Byłego szefa koncernu oskarżano o zbytnią rozrzutność, której efektem była rekordowa strata w II kw. br. i gigantyczny wzrost zadłużenia firmy, do 64,2 mld euro. H. Siehler ogłosił już wstępne założenia planu restrukturyzacji spółki, mówiąc m.in. o rocznych oszczędnościach w wysokości 500 mln - 1 mld euro. Firma szuka też już chętnych do zakupów niektórych aktywów, takich jak jednostka kablowa czy udziały w rosyjskim operatorze sieci telefonii komórkowej - Mobile Telesystems. Ponadto spekuluje się, że DT może sprzedać część akcji spółki internetowej T-Online.

Ostateczny projekt restrukturyzacji ma być znany 20 listopada, ale już dziś wiadomo, że nowy szef chce, by zadłużenie koncernu do końca przyszłego roku zmniejszyło się do 50 mld euro. Jeśli jednak związki sprzeciwią się zwolnieniom, wypowiedzi te z pewnością trzeba będzie weryfikować.

Wiadomość o możliwym sprzeciwie związków zawodowych doprowadziła wczoraj do przeceny akcji DT już w połowie sesji o 2,7%.