Gubernator banku centralnego Masaru Hayami zaapelował do rządu, by ten wpompował pieniądze podatników w system bankowy, dzięki czemu banki mogłyby utworzyć "odpowiednie" rezerwy na pokrycie strat z tytułu nieściągalnych kredytów. Bank Japonii kupi akcje, aby ograniczyć straty banków, zmniejszające ich kapitał w sytuacji, gdy główny indeks tokijskiej giełdy spadł do najniższego poziomu od 19 lat.

Bank centralny przygotowuje teraz program działania dla rządu, który nie zdołał przez ponad 10 lat zmusić banki do zdecydowanego zmniejszenia złych kredytów, których wartość szacuje się na co najmniej 52,4 bln jenów i które narastają od czasu załamania pod koniec lat 80. japońskiej superkoniunktury. Złe długi pozbawiają tę gospodarkę kapitału potrzebnego do rozwoju, gdyż banki nie chcą i nie za bardzo mogą udzielać nowych kredytów.

We wrześniu Hayami zapowiedział przeznaczenie 200 mld USD na wykupienie akcji należących do banków. Na kilka sesji pomogło to tamtejszej giełdzie, ale później kursy znowu zaczęły spadać. Od początku bieżącego roku finansowego, a więc od 1 kwietnia, indeks Nikkei 225 stracił już jedną piątą wartości. Oznacza to, że coraz większe straty banków mogą zmniejszyć ich kapitał poniżej poziomu wymaganego przez międzynarodowe normy.

Giełdowych inwestorów plany banku centralnego nie zachwycają z dwóch powodów. Po pierwsze, rosnące prawdopodobieństwo oddłużenia banków zwiększa obawy, że zaangażowanie do tej operacji publicznych pieniędzy rozwodni wartość akcji samych banków. Po drugie zaś, coraz większe są obawy, że skuteczne oddłużenie oznacza katastrofę wielu wierzycieli, a więc masowe bankructwa i wzrost bezrobocia.