O wyspie Bali mówiło się, że to raj na ziemi. Reklamowano ją jako najbezpieczniejsze miejsce dla turystów. Od soboty uciekają oni stamtąd i pewnie nieprędko wrócą. Roczne przychody Indonezji z turystyki sięgały 5,4 mld USD - dawała ona pracę 8 mln ludzi. Rzecz niezwykle ważna w kraju, w którym 40 mln mieszkańców nie ma stałego zajęcia.
Teraz i turyści, i inwestorzy mogą uznać ten kraj za zbyt niebezpieczny. A to spowoduje spadek kursów tamtejszych akcji, obligacji i waluty. Zmniejszą się też bezpośrednie inwestycje zagraniczne. W dużej mierze dzięki zagranicznym inwestycjom portfelowym indeks Jakarta Composite był w tym roku na szóstym miejscu na świecie, co odzwierciedlało koniunkturę na tamtejszej giełdzie. Tak było do piątku. Wczoraj wskaźnik ten stracił 9,2%, co było jego największym spadkiem od 4 lat. Kurs indonezyjskiej waluty spadł o 3,8% do dolara, osiągając poziom najniższy od 5 miesięcy. A w tym roku była to trzecia najmocniejsza waluta na świecie, po norweskiej i islandzkiej koronie.
Tempo wzrostu indonezyjskiej gospodarki miało wynieść w 2002 r. 4%, po 3,3% w ub.r. Szybszemu rozwojowi sprzyjały większe przychody z eksportu ropy naftowej, ale także napływ zagranicznych inwestycji i turystów, zachęconych większą stabilizacją polityczną pod rządami nowej prezydent Megawati Soekarnoputri. Sobotnie zamachy tę stabilizacją zachwiały.
Ich skutki mogą odczuć też Tajlandia, Filipiny i inne kraje Azji Południowo-Wschodniej, gdyż i tam zagraniczni inwestorzy mogą ograniczyć działalność, uznając cały region za zbyt niebezpieczny. I z tego samego powodu przestaną przyjeżdżać turyści.
Właśnie firmy turystyczne, i to na całym świecie, już wczoraj odczuły skutki wybuchów bomb na Bali. Kursy akcji singapurskich linii lotniczych spadły o 1%, a tajskich o 2,8%. Akcje australijskich linii Quantas straciły 1,9%. W ich obrotach obsługa lotów na Bali stanowiła ok. 5%.