Nie ma to, jak dobrze zacząć nowy tydzień... Mnie się nie udało. Czort jakiś pokusił mnie, żeby do poniedziałkowego śniadania włączyć "Sygnały Dnia". A tam liderzy związków zawodowych Stoczni Gdynia. Stek roszczeń, pretensji i gróźb. Do tego sprowadzały się wypowiedzi panów i z lewego, i z prawego związku. - Rząd musi dać gwarancje - mówił jeden. Drugi zapowiedział, że związek przypomni rządowi o swojej sile w demonstracji.
Szkoda że nie miałem okazji zapytać obu panów, co rozumieją przez "rząd". To takie samo słowo wytrych jak "państwo". - Państwo musi dać - takie okrągłe zdanka kochają populiści, występujący ostatnio powszechnie w naszym środowisku. Tylko że państwo to my wszyscy. "Pan płaci, pani płaci, społeczeństwo płaci" - do tego sprowadzają się wszelkie pomysły, że rząd/państwo powinien dać, zagwarantować, umorzyć. Dzięki takim pomysłom za chwilę będziemy mieli winiety za przechodzenie przez jezdnie, "zielone karty" za wchodzenie do parków, kwitki na leczenie. Im ich więcej, tym więcej naszych podatków będzie trafiało do czarnej dziury.
W sumie można by nad sprawą przejść do porządku dziennego. Pod jednym wszak warunkiem, że byłby rząd, który skutecznie hamowałby tego typu roszczenia. Niestety, nie jestem przekonany, że mamy taki gabinet. Od początku transformacji wystarczyło wyprowadzić na ulicę kilka tysięcy ludzi, by gwizdami, petardami, krzykami zmiękczyć stanowisko ministrów. Najlepszy przykład - górnicy. Przez lata PRL wmawiano im, że są klasą wyjątkową, solą ziemi. W III RP odchodzili z zamykanych kopalń z pięknymi odprawami. Pracownicy innych padających zakładów cieszyli się, jak z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń pracowniczych dostali zaległe pensje. Górnicy byli siłą, cała reszta nie miała takiego przebicia.
We wrześniu połowa Polaków pytanych przez CBOS przyznała, że żaden związek zawodowy nie reprezentuje ich interesów. 28% miało inne zdanie. Ankietowani najczęściej twierdzili, że w ich imieniu występuje Związek Zawodowy "Samoobrona" - 9%, OPZZ - 6%, NSZZ Solidarność - 5%. Efekty pracy związków widziało tylko 14%. Aż 37% - nie widziało.
Te badania nie dziwią i dziwić nie mogą. Bastionami związków zawodowych są wiecznie głodne publicznego pieniądza molochy (kopalnie, huty, stocznie), a tymczasem ok. 70% rodaków pracuje w sektorze prywatnym. Ponad 17% to bezrobotni. Związki zawodowe nie reprezentują żadnej z tych grup. (Dowód - stanowisko obu central w sprawie liberalizacji kodeksu pracy). To, że występują w imieniu dziesiątek tysięcy kosztem milionów, najwyraźniej nie zaprząta uwagi związkowych liderów. Nie liczą się koszty społeczne różnych pomysłów. Najważniejsze, żeby zaspokoić roszczenia tych, którzy dają mandaty do komisji zakładowych, gdzie jest ochrona i etat. Nie ma mowy o zmianach. Najważniejsze, żeby jak najdłużej utrzymać status quo.