Wzrost inflacji był nieco niższy od oczekiwanego - spodziewano się bowiem, iż może ona wynieść nawet 1,4%. Z drugiej jednak strony, analitycy liczyli na niższy wzrost cen żywności (zdrożała ona o 0,6%) oraz paliw (wzrost o 2,2%). Za to w mniejszym stopniu zdrożały inne produkty i uługi.
Wzrost inflacji jednak nikogo nie zaniepokoił - nawet ostrożnych zwykle członków Rady Polityki Pieniężnej. - Na razie nie widzę presji cenowej - stwierdził Grzegorz Wójtowicz, członek RPP.
Na dodatek wiadomo, że wkrótce wskaźnik wzrostu cen znowu spadnie. W tym miesiącu bowiem weszła w życie obniżka akcyzy na alkohole - warunkiem skorzystania z niej jest obniżka cen tych produków. A to oznacza, że spadną ceny żywności, a wraz z nimi sama inflacja. Nie wiadomo, jak duży będzie to spadek - jest jednak spora szansa, że wskaźnik wzrostu cen będzie sporo niższy niż 1%.
Właściwie pewne jest także, że inflacja pozostanie niska do końca roku. Bez żadnego szoku cenowego - czyli gwałtownego wzrostu cen żywności czy ropy naftowej - nie przekroczy ona 2%. Zdaniem G. Wójtowicza, wyniesie 1,5-1,8%, jednak pojawiają się szacunki, że może to być niewiele ponad 1%.
W tej sytuacji RPP znowu będzie miała miejsce do obniżenia stóp procentowych. I stopy obetnie - zgodnie uważają analitycy. Jednak redukcja zapewne nie nastąpi w tym miesiącu. Analitycy twierdzą, że RPP poczeka na dane o inflacji w październiku, które pojawią się dopiero w listopadzie i wtedy obniży oprocentowanie w banku centralnym. Większość prognoz mówi o cięciu na poziomie 50 pkt. bazowych w przypadku podstawowej stopy - interwencyjnej. Obecnie wynosi ona 7,5%.