- W sprawach dotyczących rynku prokuratura wniosła w latach 1991-2002 56
aktów oskarżenia, a zapadło tylko 5 wyroków skazujących - poinformował Aleksander Chłopecki, wiceprzewodniczący KPWiG. - To nieprawda. Aktów oskarżenia było znacznie więcej. Mogę to powiedzieć na podstawie chociażby pracy mojego zespołu. Podobnie jak wyroków. Chyba w tym przypadku wolno mi powiedzieć, że wiem lepiej - twierdziła Ewa Lizakowska, kierownik zespołu w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie, zajmującego się ściganiem przestępstw na rynku kapitałowym.
Ostro, w trakcie publicznej debaty na ten temat, atakowali ją inwestorzy. - Prokuratura nic nie robi, Komisja zresztą też niewiele - padały głosy z sali. Inwestorzy popierali dążenie KPWiG do uzyskania szerszych uprawnień, m.in. przesłuchiwania podejrzanych i przeszukiwania. - Jestem zdecydowanie przeciw, nie tylko jako prokurator, ale i jako obywatel. To wbrew konstytucji - oponowała E. Lizakowska. Broniła się także przed zarzutami o bezczynność. - Musimy mieć jednak stuprocentową pewność, że ktoś popełnił przestępstwo. Poszlaki możemy brać pod uwagę, kiedy się okazuje, że to logiczny, niepodważalny ciąg. Wszelkie wątpliwości muszą być tłumaczone na korzyść podejrzanego - stwierdziła. Czyli nic się nie zmieni - komentowali uczestnicy debaty.
Prokurator Lizakowska zapewniła, że prokuratorzy są bardzo dobrze przygotowani do ścigania przestępstw i zbierania dowodów, także w sprawach dotyczących rynku. - To albo prokuratura stosuje autocenzurę i nie kieruje do sądów spraw, w których trzeba prezentować odważniejsze podejście do kwestii dowodowych, albo sądy nie mają tej wiedzy, co prokuratura - ripostował A. Chłopecki.
- Przestępstwa są powszechne i nie są ścigane. W efekcie inwestorzy uciekają z rynku - ocenił Raimondo Eggink, doradca inwestycyjny w CFA.