Poprzedni rząd RP wprowadził pakiet wielkich reform, z których był wielce dumny. Kiedy jednak rząd poprzedni rządzić przestał, okazało się, że pakiet był pozornie wielki. Tak w każdym razie uznali następcy. To jeden z wielu dowodów na to, że reformowanie do łatwych nie należy. Kolejnym dowodem może być wielka prywatyzacyjna przygoda, jakiej przyglądamy się od blisko 12 lat. Kiedy jedni prywatyzują, drudzy krzyczą o wyprzedaży. Kiedy prywatyzują drudzy, pierwsi podnoszą wrzask o zdradzie. Kiedy drudzy nie prywatyzują, to pierwsi mówią o grzechu zaniechania. Natomiast, gdy role się odwrócą i pierwsi prywatyzację wstrzymują, to drudzy ogłaszają światu, że mamy do czynienia z groźnymi dla przyszłości narodu dyletantami.

Protestujący sięgają po różne środki, mniej i bardziej dziwaczne. Jedni oznajmiają, że nie będą robić siku i resztę życia spędzą w sali sejmowej. Drudzy zamykają się w nie swoich gabinetach i machają (w oczekiwaniu na poparcie) przez okno do gawiedzi. Jeszcze inni gotowi są przypiąć się łańcuchem do jakiegoś ogrodzenia lub wydać ostatni grosz na tort, by ten na głowie grzesznika - obrazoburcy umieścić.

Problemy z reformowaniem - dużym i małym - to jednak nie tylko problem naszego słowiańskiego narodu (niektórzy twierdzą, że problemu by nie było, gdyby czystość słowiańszczyzny została zachowana, ale stało się...). Podobny mają w ostatnich dniach greccy księża prawosławni (niektórzy z naszych o krwi niepomieszanej pewnie mówią, że dobrze im). Na Świętym Synodzie Kościoła Grecji chcieli oni przewalczyć możliwość golenia zarostu, odrzucenie długich sutann (riasy) i rezygnację z obowiązkowych nakryć głowy (kamiławki). Ortodoksyjni skarżyli się na gorąc, niewygodę i w ogóle... Synod ortodoksyjnym reformatorom powiedział "nie". A głosem arcybiskupa Aten Chrystodulosa oznajmił: "Strój dodaje nam odpowiedzialności i broni nas od wszelkich wykroczeń". A zatem z reform nici. I co teraz? Okupacja? Okrzyki? A może walka z potrzebami fizjologicznymi? Nasi doradzą, bo wiedzą jak reformować.