Niemal wszystkie organizacje przedsiębiorców skrytykowały rządowy plan zmniejszenia podatku od firm do 27%, zamiast 24% zapisanych w ustawie. Rząd tłumaczy, że nie mógł dalej obniżać CIT według planu, bo nie pozwala na to napięty budżet. Przedsiębiorcy skrytykowali go. Twierdzą, że mniejsze obciążenia podatkowe oznaczają większy wzrost dochodów państwowej kasy (bo zmniejsza się skłonność do uciekania przed fiskusem).
CIT nie zablokuje
Dochody z CIT w przyszłym roku mają stanowić ok. 9% wpływów budżetowych. Ministerstwo Finansów spodziewa się, że łącznie firmy zapłacą ok. 14,4 mld zł. Gdyby stawka została obniżona do 24%, wówczas dochody byłyby mniejsze o ok. 1,5 mld zł - czyli o mniej niż 1%.
- Ten podatek z fiskalnego punktu widzenia nie ma dużego znaczenia. A obciążenie firm z tego tytułu to ok. 1% ich kosztów - uważa Krzysztof Dzierżawski z Centrum im. Adama Smitha. Według niego, dyskusja na temat obciążeń podatkowych w tym przypadku jest chybiona, bo o wiele ważniejsze jest obniżanie kosztów pracy. - Tymczasem wszyscy zajmują się podatkiem, który jest mniej ważny, za to medialnie nośny. Oczywiście CIT trzeba zlikwidować, bo to niemądre rozwiązanie: niewiele daje budżetowi, za to czyni cnotę z generowania kosztów przez przedsiębiorstwa - mówi K. Dzierżawski.
Zdaniem Zygmunta Jańca, dyrektora Izby Przemysłowo-Handlowej Inwestorów Zagranicznych, zmianę rządowych planów trzeba traktować jako incydent, który nie zahamuje napływu zagranicznego kapitału na polski rynek. - O tym, czy inwestor zechce na nim działać, decyduje wiele czynników. CIT jest jednym z nich i wcale nie najważniejszym - ocenia Z. Janiec.