Ministrowie spraw zagranicznych "15" postanowili na ostatnim spotkaniu przed obecnym szczytem, że dziesięć krajów kandydujących przystąpi do Unii Europejskiej w 2004 r. Wczoraj parlament holenderski zatwierdził rekomendację przyjęcia nowych państw. To znaczy, że Unia na pewno przyjmie obecnych kandydatów. Nadal nie wiadomo jednak dokładnie, na jakich warunkach. Wszystko wskazuje na to, że będą one gorsze, niż proponowała Komisja Europejska.
Niemcy, Francja, Holandia i Szwecja wystąpiły o ograniczenie o 17% funduszy strukturalnych dla nowych członków w pierwszych trzech latach ich obecności w Unii, a więc do 2006 r. Dla Polski oznaczałoby to zmniejszenie zapowiadanej pomocy o 2,3 mld euro.
Nawet jednak tak uszczuplone środki nie są jeszcze pewne, gdyż płatnicy netto do unijnego budżetu - Niemcy, Holandia, Szwecja i Wielka Brytania - uzależniają ich przyznanie od zmian zasad finansowania bezpośrednich dopłat dla rolników. Na brukselskim szczycie państwa te chcą wywalczyć zobowiązanie - przede wszystkim Francji - do przeprowadzenia reformy całej Wspólnej Polityki Rolnej, tak aby po poszerzeniu Unii budżet rolny pozostał na obecnym poziomie.
Francja jednak stanowczo nie godzi się na to, by dostosowanie finansów Unii do poszerzenia ograniczyło się jedynie do reformy polityki rolnej. Dlatego będzie domagać się zlikwidowania tzw. rabatu brytyjskiego, dzięki któremu Zjednoczone Królestwo płaci do wspólnego budżetu składkę o jedną trzecią mniejszą, niż powinno. To tylko zaostrzyło spór. Rząd brytyjski zareagował natychmiast, oświadczając, że ulga została jednogłośnie zatwierdzona przez szczyt w Berlinie w 1999 r. i nie podlega żadnym negocjacjom.
Właśnie teraz w Brukseli, w ciągu dwóch dni przywódcy państw unijnych powinni uzgodnić między sobą te kwestie. Przewodnicząca obecnie Unii Dania zaproponowała wprawdzie, że jeśli nie uda się to do piątku, to szczyt należy przedłużyć na weekend, ale szef francuskiej dyplomacji zapowiedział już, że jego rząd na to się nie zgodzi. Jeśli zaś w Brukseli nie zostaną zatwierdzone ostateczne warunki finansowe rozszerzenia Unii, to państwa kandydujące nie będą miały czego negocjować przez najbliższe trzy tygodnie. Następny szczyt zapowiedziano na połowę grudnia w Kopenhadze i miał one jedynie zatwierdzić wyniki negocjacji ostatnich rozdziałów. Przy braku rozstrzygnięć z Brukseli, dopiero w Kopenhadze może dojść do przyjęcia ostatecznego stanowiska Unii. Wtedy jednak kraje ubiegające się o przyjęcie, jeśli chcą dotrzymać marcowego terminu podpisania układów akcesyjnych, będą jedynie mogły je zaakceptować bez żadnych dyskusji. Szef duńskiej dyplomacji Per Stig Moeller nazwał to stawianiem kandydatów pod ścianą.