Reklama

MSZ wskaże, gdzie inwestować

Projekt pozyskania przez Polskę dostępu do zagranicznych pól naftowych w zamian za długi niektórych państw wobec Polski nabviera konkretów. MSZ wskaże, w których państwach można zacząć działalność wydobywczą.

Publikacja: 25.10.2002 08:42

Rząd w strategii dla przemysłu naftowego zakłada ożywienie stosunków z krajami posiadającymi złoża ropy naftowej oraz pozyskanie udziałów w firmach mających dostęp do złóż tego surowca za długi wobec Polski. Zgodnie z naszymi informacjami, w projekt, oprócz resortu spraw zagranicznych, zaangażowane są resorty skarbu państwa, finansów i gospodarki. Analizy zaczną się od Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które ma dać jasny sygnał, gdzie, biorąc pod uwagę polską rację stanu, można zacząć działać. - MSZ pracuje już nad rządową koncepcją, na ostateczną analizę trzeba będzie jednak trochę poczekać - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Po konsultacjach międzyresortowych rola koordynatora i wykonawcy projektu przypadnie najprawdopodobniej kontrolowanej przez Skarb Państwa firmie Nafta Polska, która będzie musiała wejść w szereg aliansów, aby realizować projekt "polskich pól naftowych". - Partnerami na pewno będą krajowe spółki, takie jak Petrobaltic, PGNiG czy Geofizyka Toruń. Istota tej koncepcji opiera się na maksymalnym wykorzystaniu podmiotów, które mają duże doświadczenie w realizacji projektów wydobywczych. Wymienione firmy mają doskonałe rekomendacje w zakresie ekspertyzy i rozpoznania złóż - mówi Adam Sęk, dyrektor biura prywatyzacji w Nafcie Polskiej, jeden z autorów projektu.

Dał nam przykład OMV

O tym, że jest o co walczyć, a ministerialne pomysły mogą znaleźć konkretne przełożenie na wycenę polskich spółek, świadczy przykład OMV. Kiedy ta austriacka spółka paliwowa rozpoczęła działalność wydobywczą w Libii, cena jej akcji wzrosła przez dwa lata o 150%. Od momentu debiutu giełdowego papiery firmy zyskały 190%. - Przykład OMV pokazuje, że będąc nawet średnią spółką, można pokusić się o pozyskanie dostępu do surowca. Okazuje się, że działalność ta nie jest zastrzeżona tylko dla największych graczy. Po prostu mniejszych podmiotów nie stać na to, żeby nie mieć wydobycia - uważa Adam Sęk. OMV działa miedzy innymi w Libii, Sudanie i Pakistanie. Firma jest jednym z podmiotów, który ubiega się o kupno PKN ORLEN.

Czasu coraz mniej

Reklama
Reklama

Po pierwszym etapie, czyli wskazaniu przez MSZ, gdzie można działać, kolejnym będą konsultacje z Ministerstwem Finansów, w jakiej formule Nafta Polska będzie prowadzić negocjacje w zakresie konwersji polskich wierzytelności. Czasu jest jednak coraz mniej. Program Banku Światowego zakłada kasację długów krajów najbiedniejszych nawet o 90%. Dlatego, zdaniem specjalistów, działać trzeba jak najszybciej, tak aby udało się uratować, chociaż część pożyczonych w przeszłości pieniędzy. - Teraz jest szansa na to, żeby te długi wykorzystać. Nie mówimy tylko o konwersji na udziały w złożach ropy naftowej, ale też o umożliwieniu działalności polskim podmiotom na preferencyjnych warunkach. Czynnik czasu jest bardzo istotny przy decyzji o ewentualnych działaniach zmierzających do pozyskania wydobycia w Sudanie, Libii lub Angoli. Jeżeli my nie wejdziemy z inwestycją teraz, to za kilka lat, karty będą już rozdane. Wszystkie te państwa powoli zmierzają do normalności. Już są sondowane przez gigantów paliwowych - za kilka lat nie będzie w nich miejsca na polskie interesy - uważa Adam Sęk.

Nafta Polska, jako kontrolowana przez Skarb Państwa spółka prawa handlowego, zdaniem specjalistów, ma możliwości, aby realizować działania na styku interesów publicznych z wolnym rynkiem. Zdaniem autorów projektu, to właśnie ta firma tworzyłaby spółki, które ewentualnie miałyby udziały w wydobyciu. - Nie jest to oczywiście przesądzone, ale wszystko wskazywałoby na to, że byłoby to najbardziej zasadne i skuteczne - konkluduje dyrektor Sęk.Gdzie ta ropa?

Zdaniem Nafty Polskiej, dochodzą sygnały, że jednym z krajów, w którym można by rozpocząć negocjacje w sprawie pozyskania złóż, jest Libia. - Ze względu na bliskość jest ona do zbadania w pierwszym rzędzie - uważa dyrektor Sęk.

Interesująco wygląda Sudan, mimo że od 19 lat trwa tam wojna domowa. Od kilku tygodni skłócone strony prowadzą negocjacje pokojowe, które, zdaniem specjalistów, są najpoważniejsze od początku konfliktu. Na czas rozmów działania wojenne zostały zawieszone. Przygotowany jest już traktat pokojowy, na którego podpisanie nalega prezydent USA. Kilka dni temu George Bush, po akceptacji tego traktatu, powiedział, że jego poparcie przez obie zwaśnione strony w Sudanie gwarantuje poprawę stosunków ze Stanami Zjednoczonymi oraz spowoduje udzielenie im finansowej pomocy. W przeciwnym razie USA będą zastanawiać się nad nałożeniem sankcji gospodarczych.

Jak się dowiedzieliśmy, pierwsze polskie kontakty z przedstawicielami rządu Sudanu już nastąpiły. Dwukrotnie, podczas podróży do i z Johannesburga na organizowany tam szczyt ziemi, Chartum, stolicę Sudanu, odwiedził prezydent RP Aleksander Kwaśniewski. - Lądowanie prezydenta było spowodowane problemami technicznymi i nie miało charakteru oficjalnej wizyty - komentuje MSZ. Natomiast według naszych informacji, prezydent Kwaśniewski spotkał się z wiceprezydentem Sudanu, wizytę transmitowały też sudańskie media. Z naszych informacji wynika, że rozważany jest też pomysł otwarcia w Chartumie polskiej placówki dyplomatycznej. Jej uruchomienie zależy jednak od podpisania paktu pokojowego przez walczące strony.

Zdaniem fachowców Sudanu, największe państwo w Afryce to w tej chwili jeden z bardziej atrakcyjnych terenów z potencjalnymi złożami ropy, które zostały odkryte na początku lat 80. Zasoby ropy w Sudanie szacowane są na 1 mld baryłek. Trzeba jednak zaznaczyć, że kraj ten w znacznej części jest jeszcze niezbadany - co też stanowi potencjalny rynek dla polskich firm wydobywczych jak część górnicza PGNiG czy też Geofizyki Toruń.

Reklama
Reklama

Pole na sprzedaż

Sudan jest również miejscem, gdzie o złoża ropy mógłby się starać polski koncern - PKN ORLEN - już bez udziału państwa. Na sprzedaż została tam wystawiona działalność wydobywcza prowadzona przez kanadyjską firmę Talisman. Podmiot ten chce się wycofać z Sudanu z powodu nacisków politycznych. Spółka ma 25% udziału w lokalnym koncernie eksploatującym złoża naftowe, którego dzienne wydobycie wynosi ponad 60 tys. baryłek. Pole jest połączone rurociągiem z Port Sudan, gdzie znajduje się duża baza paliwowa oraz terminal przeładunkowy. Talisman wycenił swoje udziały na 750 mln USD. Firma rozmawiała już z potencjalnymi kupcami: malezyjskim Petronasem oraz z indyjską spółką ONGC Videsh, częścią narodowego koncernu India Oil & Natural Gas Corp. Kanadyjczycy jeszcze trzy dni temu podtrzymali swoją ofertę sprzedaży. Działalność wydobywcza spółki w Sudanie jest opłacalna. Koszt operacyjny wydobycia baryłki ropy w 2001 roku wynosił 3,4 USD (cena rynkowa to około 25 USD). Roczne wydobycie Talismana w Sudanie stanowi około 25% ropy przerabianej w ORLENIE.

A może Angola?

Krajem, gdzie jest ropa i który ma długi wobec Polski, jest też Angola. To również "gorący" teren - niedawno zakończyła się tam wojna domowa. Mimo to działają już tam zagraniczne spółki, takie jak Agip, Chevron Texaco i TotalFinaElf. Wszystkie muszą współpracować z angolskim monopolistą, firmą Sonangol. Angola ma rezerwy ropy szacowane obecnie na 5,4 mld baryłek, zdolności wydobywcze kraju wynoszą 1 mln baryłek dziennie. Kraj jest otwarty na zagraniczny kapitał. Na początku grudnia rząd Angoli organizuje międzynarodowe targi naftowe w Luandzie. Jak się dowiedzieliśmy niewykluczone że Nafta Polska wyśle na nie swoją delegację.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama