Reklama

Stagnacja w Niemczech hamuje polską gospodarkę

Coraz gorsza sytuacja gospodarcza w Niemczech stawia pod znakiem zapytania przyspieszenie tempa wzrostu PKB w Polsce. Ogranicza to szanse na wzrost eksportu do zachodniego sąsiada. Zdaniem ekonomistów, tylko zwiększenie obrotów handlu zagranicznego może poprawić popyt w naszym kraju. Pomóc może wzrost obrotów handlowych ze Wschodem.

Publikacja: 30.10.2002 07:51

Październikowy spadek indeksu Ifo, obrazującego koniunkturę w Niemczech, do poziomu najniższego od 9 miesięcy jest kolejnym sygnałem, że źle się dzieje za Odrą. Wcześniej 6 renomowanych instytutów niemieckich obniżyło swoje prognozy wzrostu gospodarczego w tym kraju prawie o połowę - w przyszłym roku PKB ma tam wzrosnąć o 1,4%, a nie o 2,4%. Powodów takiego spadku nastrojów jest wiele - wśród nich jednym z najważniejszych jest brak wyraźnego ożywienia w USA, które są dużym odbiorcą niemieckich towarów, co ogranicza wzrost eksportu.

Stagnacja w Niemczech negatywnie działa na polską gospodarkę. Ten kraj jest największym odbiorcą naszych towarów i bez ożywienia tam, szanse na wzrost polskiego eksportu są niewielkie. A - zdaniem ekonomistów - bez większego eksportu nie ma szans na uzyskanie w przyszłym roku wzrostu PKB o 3,5%, jak to założył rząd w budżecie.

- Rząd w budżecie zakłada bardzo znaczny wzrost popytu konsumpcyjnego - powiedział Marek Zuber, ekonomista. - Ale żeby osiągnąć 3,5%, potrzebny jest większy popyt za granicą, co pobudzi inwestycje polskich firm i nakręci popyt inwestycyjny. Tyle że taki scenariusz jest obecnie coraz mniej prawdopodobny.

Także Jacek Wiśniewski, ekonomista Pekao SA, ma coraz większe wątpliwości, czy 3,5-proc. tempo wzrostu jest możliwe.

- Od początku mówiliśmy, że jest to optymistyczna prognoza - powiedział . - Nie można liczyć, że takie przyspieszenie rozwoju gospodarki będzie możliwe tylko dzięki popytowi wewnętrznemu. Tymczasem ostatnie sygnały, płynące z zagranicy, wskazują, że nie można się tam spodziewać większego ożywienia gospodarczego mniej więcej do połowy przyszłego roku.

Reklama
Reklama

Dlaczego ekonomiści nie wierzą we wzrost popytu wewnętrznego? Po prostu nie ma obecnie bodźców do zwiększonej konsumpcji. Duże bezrobocie ogranicza fundusz płac, a poza tym utrudnia podjęcie decyzji o wzięciu kredytu. Bez znacznego wzrostu konsumpcji nie ma szans na zwiększenie inwestycji firm, zwłaszcza że i tak spora część z nich ma niewykorzystane moce produkcyjne.

Czy w takim razie nie ma szans na jakieś większe ożywienie w Polsce bez odrodzenia gospodarek państw UE i USA? Zdaniem ekonomistów, raczej nie, choć mogłoby nam pomóc ożywienie wymiany gospodarczej z naszymi sąsiadami ze Wschodu.

- Od pewnego czasu poprawia się nasz eksport z krajami byłego ZSRR i nie chodzi tylko o Rosję, ale również np. Ukrainę - powiedział M. Zuber. - Gdyby udało się utrzymać takie tempo wzrostu jak wcześniej, nasze tempo wzrostu mogłoby być wyższe, mimo problemów krajów zachodniej Europy. Jednak nie sądzę, aby było ono tak wysokie, jak w sytuacji, gdyby doszło do dużego ożywienia w USA i Unii Europejskiej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama