BNP Paribas zarobił w minionym kwartale netto 573 mln euro, co oznaczało 22,9-proc. spadek w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej. Wśród głównych przyczyn pogorszenia wyników finansowych wymieniono spadek wartości posiadanych przez bank udziałów oraz konieczność przeniesienia do rezerw 387 mln euro na pokrycie ewentualnych strat wynikających z ryzykownych kredytów. Wpływy spadły o 3,8%, do 4,04 mld euro, podczas gdy koszty zwiększyły się o 1,7%, do 2,7 mld euro. Zysk operacyjny zmalał o 13,5%, do 1,31 mld euro.
Słabą stroną francuskiego banku jest działalność inwestycyjna oraz usługi świadczone przedsiębiorstwom. Zysk operacyjny w tych dziedzinach spadł o 30% do 427 mln euro. O tyle samo mniej zarobiono, zarządzając powierzonymi przez klientów aktywami. W tej sferze działalności zysk operacyjny wyniósł 157 mln euro.
Na tym tle znacznie lepiej wypadły usługi detaliczne. Zysk operacyjny powiększył się tam o 14%, do 858 mln euro. Właśnie z tą dziedziną kierownictwo banku wiąże największe nadzieje. W tym celu prowadzone są rozmowy w sprawie ewentualnego zakupu od firmy Pinault-Printemps-Redoute jednostki o nazwie Facet, wyspecjalizowanej w kartach kredytowych. Jej przejęcie wzmocniłoby czołową pozycję BNP Paribas na miejscowym rynku kredytów konsumpcyjnych. Francuski bank nie wyklucza też rozszerzenia działalności detalicznej w Kalifornii. Już teraz zajmuje on czwarte miejsce w tamtejszej bankowości dzięki BancWest.
Po spadku zysku w ciągu trzech kolejnych kwartałów prezes Michel Pebereau stara się ograniczyć koszty. Oszczędności obejmą przede wszystkim działalność inwestycyjną. Już w sierpniu odłożono plany zwiększenia personelu wyspecjalizowanego w operacjach na rynku akcji. Na ten cel zamierzano przeznaczyć 600 mln euro. Ponadto BNP Paribas zrezygnował z tego rodzaju działalności, a także z obsługi przedsiębiorstw na rynku australijskim. Planuje również likwidację placówek badawczych we Frankfurcie, Mediolanie oraz Madrycie.