Autorzy nowego prawa chcieli, aby cała operacja dzielenia spółki była podatkowo neutralna. Zapisali jednak warunek: żadna strona nie zapłaci podatków, o ile przedmiotem podziału będzie tzw. zorganizowana część przedsiębiorstwa. - O definicję "zorganizowanej części" będzie się toczył główny spór - ocenia Radosław Czarnecki, partner w Ernst & Young.
Konsekwencje rozbieżności interpretacyjnych między uczestnikami podziału a fiskusem mogą być przykre dla tych pierwszych. Jeśli urząd skarbowy uzna, że podział nie dotyczył wyłącznie zorganizowanych części przedsiębiorstwa, wówczas cała transakcja przestaje być neutralna podatkowo Podatek będzie musiał np. zapłacić dotychczasowy właściciel dzielonej firmy. Urzędnik potraktuje przekazanie przez niego udziałów w firmie jako ich sprzedaż. W tym przypadku dochodem do opodatkowania będzie różnica między wartością nominalną papierów spółki przejmującej, jakie dostanie właściciel, a wartością nominalną walorów jego "starej" dzielonej firmy. Na dodatek według przepisów obliczony w ten sposób podatek będzie płacony przez spółkę przejmującą, bo to ona ma być płatnikiem.
- Podatnik będzie więc musiał najpierw jej go przekazać. Dopiero za jej pośrednictwem należność trafi do urzędu skarbowego. Dlaczego sam nie będzie mógł tego zrobić? To kolejne komplikowanie metod rozliczania - ocenia Radosław Czarnecki.
Opodatkowana zostanie także dzielona firma, bo przekazanie przez nią składników majątku również będzie potraktowane jako ich sprzedaż. - Firma, która tak naprawdę nic nie dostanie, będzie musiała zapłacić podatek. To się kłóci z samą konstrukcją podatku dochodowego - uważa R. Czarnecki.
Według ekspertów Ernst & Young, jedną z większych wad nowelizacji jest pominięcie rozliczeń strat dzielonego przedsiębiorstwa. Jak mówi Radosław Czarnecki, autorzy projektu zapewne przeoczyli tę sprawę. A takie niedoróbki niewiele mają wspólnego z zapowiadanym od początku tego roku uproszczeniem przepisów podatkowych i zmniejszeniem biurokracji w kontaktach z fiskusem.