Wraz z początkiem listopada globalny rynek akcji wkroczył w najbardziej korzystny - jak uczy doświadczenie USA z ostatnich 50 lat - okres roku. Średnia stopa zwrotu dla rynku akcji w USA uzyskiwana od 1950 r. w okresie od listopada do kwietnia przewyższa o dobre kilkanaście procent średni zwrot uzyskiwany w okresie maj-październik ("Sell in may, go away on holiday"). Równocześnie rynek akcji wkroczył w trzeci rok kadencji urzędującego prezydenta USA. W ciągu minionego półwiecza takie lata dały stopę zwrotu równą średnio 18% wobec 3%, 7,4% oraz 7,3% dla odpowiednio pierwszego, drugiego i czwartego roku "cyklu prezydenckiego". Powyższe dane odnoszą się do rynku USA, ale dla każdego, kto choćby pobieżnie rzuci okiem na historię naszego rynku akcji, będzie jasne, że te statystyczne prawidłowości odnoszą się również do GPW. Wszystko wskazuje więc na to, że rynek akcji ma po swojej stronie przynajmniej kalendarz. Niestety, niewiele więcej, gdyż ani wycena akcji (na świecie i w Polsce), ani perspektywy wzrostu gospodarczego, ani dominujący sentyment (ciągle optymistyczny) nie sugerują istnienia nadmiernego potencjału wzrostowego.
Brak szans na trwałą hossę jak w latach 1992-1994, 1995-1997 czy 1998-2000 nie oznacza braku możliwości występowania słabszych lub silniejszych "przerw w bessie" analogicznych do tej z okresu wrzesień 2001-styczeń 2002 r. W 2001 r. koniec października przyniósł wybicie w górę z trwającej od lipca fazy akumulacji w strefie 990-1190 pkt., zapowiadające wzrost do poziomu ok. 1430 pkt. (było 1464 pkt. 25 stycznia). Pierwsza fala ówczesnego wzrostu kulminowała w połowie listopada (1338 pkt.) dokładnie na poziomie opadającej linii trendu bessy i średniej 200-sesyjnej ważonej obrotami (obecnie oba opory znajdują się na poziomie 1240 pkt.). Ostatni wzrost można traktować jako analogiczne wybicie w górę z 4-miesięcznej konsolidacji (1039-1162 pkt.), zapowiadające wzrost do 1300 pkt. Taka analogia do ubiegłego roku ostrzega jednak również przed możliwością wystąpienia niebawem silnej miesięcznej korekty, która kończyłaby się w grudniu na poziomie niższym od obecnego.