Po poniedziałkowym wyskoku raczej trudno było oczekiwać, że w czasie wtorkowej sesji ceny powtórzą ten wyczyn. Brakowało bodźców, które podgrzałyby popyt. Sesja w Stanach skończyła się spokojnie, a środowa obniżka stóp jest już w większości zdyskontowana. Można było się spodziewać spokojnej sesji-korekty.
Faktycznie początek notowań te założenia potwierdzał. Nie było chętnych do rozpoczynania głębszej korekty, ale też i nie było kolejnych śmiałków do podciągania kursów na wyższe poziomy. Mieliśmy jedną poważną próbę wzrostu, ale skończyła się ona na poziomie maksimum z poniedziałku. Przez większość czasu przeznaczonego na notowania rynek znajdował się w uśpieniu. Co jakiś czas podejmowane były próby zmiany tej sytuacji, ale nie wpływało to w znaczący sposób na poziom notowań. Dopiero końcówka zmieniła nastawienie. Brak wzrostów zniecierpliwił część byków w ostatniej godzinie. Rozpoczęto realizację zysków. To szybko zbiło ceny do poziomu 1227 pkt.
W efekcie mamy na wykresie brzydką czarną świecę, zamykającą sesję. Nie jest to jeszcze tragedia, bo w końcu już wielokrotnie taka sytuacja miała miejsce. Później ceny i tak zawędrowały wyżej. Niemniej, warto odnotować ten fakt, gdyż może on sygnalizować, że już teraz będzie znacznie trudniej o chętnych do kupna.
Trend jest wzrostowy i jeszcze nie było sygnału sprzedaży, ale żółte światło ostrzegawcze powinno być włączone. Sytuację komplikuje fakt, że wzrosty zatrzymał się na poziomie 50-proc. zniesienia całej fali spadków z 1465 do 1018 pkt. oraz na luce bessy z czerwca br. Jest to więc jeden z potencjalnych poziomów zakończenia zwyżki. Potencjalnych. O tym, czy faktycznie ją zatrzyma przekonamy się, gdy zaczną padać sygnały sprzedaży. Nie ma sensu na razie ich wyprzedzać. Walka z trendem może się bowiem okazać bolesna.