O wyzwaniach, możliwościach i problemach, które stwarza polskiej gospodarce członkostwo w Unii Europejskiej mówili uczestnicy dyskusji panelowej, jaka odbyła się wczoraj pod egidą Towarzystwa Ekonomistów Polskich.
Według Narodowego Planu Rozwoju Polska w latach 2004-2006 dostanie prawie 14 mld euro środków pomocowych. Istnieje spore ryzyko niewykorzystania unijnych pieniędzy. - Środki unijne przeznaczone dla regionów południowych Włoch wydano tylko w 15% - powiedział Jacek Szymanderski, dyrektor Agencji Rozwoju Komunalnego.
Na dodatek, zdaniem ekonomistów, motorem napędowym rozwoju Polski powinien być sektor przedsiębiorstw prywatnych, a nie środki pomocowe. - Lektura NPR sprawia nieodparte wrażenie, że należy oczekiwać wzrostu fiskalizmu w gospodarce, co oznacza zwiększenie obciążeń podatkowych. Kierunek działań powinien być odwrotny - obniżka podatków i redukcja transferów socjalnych, tylko na to obecny rząd z pewnością się nie zdecyduje przed referendum o przystąpieniu do UE - zaznaczył Krzysztof Rybiński, główny ekonomista Banku BPH-PBK.
Wejście do Unii Europejskiej oznacza, że w niedługiej perspektywie złotego zastąpi euro. Jednym z możliwych terminów wprowadzenia wspólnej waluty może być 1 stycznia 2007 roku. - Euro opłaca się wprowadzić, ponieważ 70% naszych obrotów w handlu zagranicznym odbywa się przy udziale państw unijnych. Oszczędzimy wtedy na kosztach transakcyjnych, wyeliminujemy ryzko kursowe, a ponadto historycznie stopa inflacji w Unii jest niższa niż w Polsce - stwierdził Dariusz Rosati.