- Nasze prognozy są bardziej pesymistyczne niż oceny innych analityków - przyznał Mateusz Szczurek, główny ekonomista ING BSK.

Według szacunków tego banku, w całym przyszłym roku wzrost gospodarczy wyniesie 2,5%. Tymczasem w budżecie na rok 2003 zaplanowano, iż będzie to 3,5%. Powodem takiej prognozy ING BSK są przede wszystkim kłopoty gospodarcze Unii Europejskiej, głównie Niemiec. Ten kraj, jak szacują analitycy ING, zarówno w tym, jak i przyszłym roku zwiększy swój PKB o 0,2%. Oznacza to, iż polskie firmy będą miały nadal problemy ze sprzedażą na tamtym rynku swoich produktów. Ponieważ Niemcy są naszym głównym partnerem handlowym, utrudni to wzrost naszego eksportu.

- Eksport nie będzie miał tak pozytywnego wpływu na gospodarkę, jak w mijającym czy 2001 roku - powiedział M. Szczurek. - To będzie powodem, dla którego w bieżącym kwartale oraz w dwóch pierwszych kwartałach przyszłego roku wzrost gospodarczy może być mniejszy niż ten, osiągnięty w III kwartale 2002 r., gdy zbliżył się do 2%.

Większe ożywienie zacznie się później. Ma ono być zasługą między innymi inwestycji. Jednak, zdaniem analityków ING BSK, z tym czynnikiem też może być sporo kłopotów.

- Wcześniej przyjmowano, że przed wejściem Polski do Unii napłyną do naszego kraju inwestycje z zagranicznych firm, które będą chciały wykorzystać na przykład wciąż konkurencyjną siłę roboczą. Tymczasem w sytuacji, gdy firmy te walczą o przetrwanie, tych inwestycji może nie być - powiedział ekonomista ING BSK.