Uwaga inwestorów wczoraj skupiona była głównie na zachowaniu cen akcji TPS. Rynek oczekiwał, że po środowych "pakietówkach" przyjdzie chwila oddechu. Przecież nawis podażowy został zdjęty. Ulga była, ale mała. Ceny akcji operatora po ostatnim spadku o 10%, wczoraj tylko chwilowo wzrosła o 2%. Nie może zatem dziwić zachowanie kontraktów na indeks WIG20. W końcu TPS ma w nim spory udział.

Otwarcie było dość wysokie i na początku sesji przeważał popyt. Kursy zbliżyły się nawet do poziomu oporu na 1206 pkt., zaliczając lokalne maksimum na 1203 pkt. Na wyższy poziom zabrakło jednak sił. Przyczyną była słabsza od spodziewanej postawa inwestorów na papierach TPS. Także podaż na KGH robiła niemiłe wrażenie. Ceny powoli spadały, by tuż przed południem wyrównać poziom środowego zamknięcia. Podaż nie była już jednak tak samo zdeterminowana i szybko nastąpiło cofnięcie się cen do okolic 1193 pkt. Po krótkiej konsolidacji niewielką przewagę zaczął zdobywać popyt, by w końcówce sesji przeważyć i wyznaczyć zamknięcie na najwyższym czwartkowym poziomie.

Niestety, końcowa szarża byków nie pozwala jeszcze na zbyt optymistyczne wnioski. Tutaj podstawowym warunkiem jest bowiem pokonanie przez wykres cen poziomu oporu na 1206 pkt. Jak widać, warunek ten nie został wczoraj spełniony. Jest to o tyle ważne, że na wykresie 60-minutowym da się zaobserwować formację podwójnego dna z poziomem wybicia właśnie na 1206 pkt. Wyjście nad opór umożliwiłoby wykreślenie przyzwoitej korekty ostatniego spadku. Wysokość formacji pozwala bowiem oczekiwać, że ewentualny wzrost sięgnie poziomu 1228 pkt, czyli okolic połowy grudniowego ruchu spadkowego. Na większe harce byków raczej nie ma co liczyć. Wokół rynku jest wiele niepewności, zwłaszcza związanej z integracją europejską. To raczej wzrostom nie służy.