Janusz Szlanta, prezes grupy Stoczni Gdynia, stwierdził, że w obecnej sytuacji zakładu bardzo potrzebne są gwarancje rządowe.
- Jednak, gdyby tylko one miały być rozwiązaniem, to potrzebowalibyśmy ich na poziomie 400 mln dolarów, a to jest raczej trudne do zrealizowania - powiedział.
Receptą na kłopoty stoczni ma być udział armatorów zamawiających statki w finansowaniu ich budowy. Stocznia ma już doświadczenie w tego typu działaniach.
- Budowa jednostki, finansowanej przez niemieckiego armatora, dobiega końca i jeszcze w tym roku zostanie ukończona - powiedział J. Szlanta.
Trwają rozmowy dotyczące budowy kolejnych siedmiu statków na podobnych zasadach i - jak podał prezes gdyńskiej stoczni - są bardzo zaawansowane. Prezes przyznał jednak, że nie każdy armator może finansować budowę okrętów.