Na wczorajszej sesji nie było widać wielkiej euforii po pomyślnym zakończeniu piątkowych negocjacji. Po pierwsze, nie każdy uważa, że były one pomyślne, a po drugie, chyba nikt nie zakładał, że nie zakończą się one porozumieniem. Dla przyzwoitości rynek nie stracił na wartości, ale też nie było szaleństwa zakupów.
Początek sesji był dosyć mocny, zważywszy na słabą piątkową sesję w USA. My z racji kopenhaskiego szczytu nie mogliśmy za bardzo spadać, więc kontrakty rozpoczęły notowania w pobliżu zamknięcia z poprzedniego tygodnia. Po niemrawej pierwszej godzinie notowań przyszła druga, w czasie której pokazał się popyt. Przewaga kupujących dotyczyła głównie rynku kontraktów. Na rynku kasowym zainteresowaniem cieszyła się niewielka grupka spółek, wśród których wyróżniała się TPS.
Na rynku terminowym mieliśmy krótką chwilę szczęścia posiadaczy długich pozycji. Kurs kontraktów pokonał poziom 1206 pkt. Przez kilka ostatnich dni był to dość silny opór, który zatrzymywał bycze zapędy. Tym razem niedźwiedziom nie udało się go utrzymać. Kursy wzrosły i po dwóch seriach uruchomionych zleceń "stop" osiągnęły poziom 1218 pkt. Następnie mieliśmy do czynienia z lekkim osłabieniem, które wyglądało na korektę przed kolejnym atakiem na poziom oporu 1223-1225 pkt.
Poziom ten już pokonany i został maksimum sesji. Na domiar złego, rynek tracił na sile, by tuż przed końcowym fixingiem zejść pod poziom wybicia (1206 pkt.). Posiadaczy długich pozycji uratował końcowy atak popytu i zamknięcie na 1209 pkt. Są więc jeszcze szanse na wzrost. Przypomnę jednak, że poziom 1223-1225 powinien sprawić bykom wiele problemów. Tam bowiem znajduje się dolna część diamentu, z którego niedawno się wybiliśmy.