Takiego roku na rynku żywności jeszcze nie było. Produkty żywnościowe potaniały w lutym, co się nigdy wcześniej nie zdarzyło, a potem sezonowy spadek cen zaczął się już w maju, a nie - jak zwykle - w czerwcu-lipcu, a potem - w listopadzie - ceny znowu spadły. Wszyscy analitycy sądzili jednak, iż w grudniu będzie już jak w poprzednich latach. Ze względu na okres przedświąteczny żywność zwykle w grudniu drożeje, i to bardzo. Jednak znów dane okazały się lepsze od oczekiwań - ceny żywności w I połowie grudnia zaledwie drgnęły.
- Ten wzrost jest bardzo niski, zwykle bowiem sezonowy wzrost cen był znacznie wyższy - powiedział Jacek Wiśniewski, szef biura prognoz i analiz rynkowych banku Pekao SA. - Być może widać tu wpływ działania supermarketów, które utrzymują niskie ceny.
- Oczekiwania rynkowe były znacznie wyższe - powiedział Piotr Kalisz, ekonomista PKO BP. - Widać jednak, że nie ma presji ze strony żywności na inflację.
Jaki więc wskaźnik wzrostu cen będziemy mieli w tym roku. Zdaniem Jacka Wiśniewskiego, inflacja wyniosłaby ok. 0,9%, ale jest jeszcze jeden czynnik, którego wpływ trudno jest w tej chwili oszacować.
- Nie wiadomo, jak wzrosną czynsze - powiedział. - Są szacunki, iż mogą one dołożyć do inflacji nawet 0,4 pkt. proc., co oznaczałoby, iż inflacja może sięgnąć 1,3%. Jednak to raczej górna granica prognozy.