Początkowi nowego roku towarzyszą na światowych rynkach akcji - podobnie jak to było w ciągu trzech poprzednich lat - oczekiwania na wzrost cen akcji. Publikowane w ostatnich tygodniach na świecie sondaże przeprowadzone wśród zarządzających i analityków ujawniają zdecydowaną dominację optymistów. Średnie oczekiwania zysków z akcji osiągniętych w 2003 roku sięgają 20%. Podobny wynik dał sondaż przeprowadzony przez biuro maklerskie ABN AMRO wśród 35 krajowych zarządzających. Wzrostu WIG20 w 2003 r. oczekuje 32 z nich, spadku tylko 2. Średnia z oczekiwań na koniec roku to 1344 pkt. (+14%). Wyniki tych sondaży potwierdzają wskazania regularnie publikowanych wskaźników sentymentu, które tak jak np. "bulls/bears" Investor Intelligence, od grudnia informują o dwukrotnej przewadze liczby byków nad liczbą niedźwiedzi. Niestety, jak uczy doświadczenie, tak zdecydowana przewaga optymistów nad pesymistami praktycznie uniemożliwia jakiekolwiek bardziej znaczące i trwałe zwyżki w 2003 roku. Silne otwarcie roku na europejskich giełdach (DAX +6%), spowodowane wyraźnym wzrostem grudniowego wskaźnika aktywności gospodarczej ISM w USA, nie powinno stwarzać złudzenia, że będzie inaczej. Aktywny kapitał spekulacyjny przeniósł się już na rynki towarowe, a na rynkach akcji pozostali tylko "przymusowi" inwestorzy długoterminowi i inwestorzy instytucjonalni z wysokim zaangażowaniem w akcje i bardzo niskimi rezerwami gotówki.
Zakładam, że wbrew wskazaniom cyklu prezydenckiego w tym roku światowe rynki wyrównają rekord z lat 1929-1932 czterech kolejnych lat spadków cen akcji (S&P 500 ok. 650 pkt. w III kwartale). Oczywiście wpływ sezonowej cykliczności powoduje, że podobnie jak w ubiegłym roku, silne spadki nie muszą, a nawet nie powinny, rozpocząć się przed nadejściem wiosny. Dla średnioterminowych spekulantów dopuszczalna perspektywa osiągnięcia przez WIG20 strefy oporu 1300-1400 pkt., gdzieś pomiędzy lutym a majem, może być atrakcyjna. W tym okresie emerging markets nadal powinny pozostawać mocniejsze od rynków akcji w krajach najbardziej rozwiniętych, dla których gospodarek trwające ożywienie na rynkach towarowych jest w dużej mierze bardziej kosztem niż przychodem.