Reklama

Bilans ministrów wypada na minus

Ustępujący ministrowie skarbu i gospodarki nie mają dobrych recenzji. Pierwszy jest krytykowany za wstrzymanie procesu prywatyzacji, drugi - za brak konsekwencji w realizowaniu swoich ambitnych planów. Chociaż, jak powiedział jeden z naszych rozmówców, nie byli to najgorsi ministrowie w tym rządzie.

Publikacja: 07.01.2003 07:50

Do końca listopada 2002 r. państwowa kasa zyskała z prywatyzacji niespełna 1,2 mld zł. To zaledwie 17,6% rocznego planu. Na finansowanie deficytu miało popłynąć z tego źródła 6,6 mld zł. Budżet musiał się w znacznym stopniu zadłużać, by pokryć niedobór. Byłemu ministrowi skarbu nie udało się sprzedać energetycznej grupy G-8, nie znalazł inwestorów dla Rafinerii Gdańskiej, w miejscu stanęła prywatyzacja PZU, a sprzedaż akcji takich tuzów, jak PKO BP, została przełożona na ten rok. - Ocena tych działań jest jednoznaczna: niewykonanie planu prywatyzacji spowodowało zwiększenie emisji papierów dłużnych i wzrost zadłużenia sektora finansów publicznych - mówi Maciej Grabowski z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Według Rafała Antczaka, ekonomisty Fundacji CASE, oceny zarówno Wiesława Kaczmarka, jak i Jacka Piechoty powinny być neutralne. - Są w tym rządzie osoby, które znacznie bardziej mu szkodzą. Dymisje powinny dotyczyć osób z nazwiskami na "Ł" - mówi. Dodaje, że spowolnienie prywatyzacji to koncepcja całego obozu politycznego, który obecnie sprawuje władzę.

Ministerstwo Skarbu należy do najbardziej wrażliwych politycznie resortów - niezależnie od tego, kto jest akurat u władzy. Dla byłego już ministra skarbu ubiegły rok zaczął się źle. W styczniu Sejm debatował nad wotum nieufności dla W. Kaczmarka. Bezpośrednim powodem była polityka kadrowa w Polskim Górnictwie Naftowym i Gazownictwie. Opozycja zarzucała ministrowi, że odwołanie zarządu PGNiG miało na celu ochronę interesów firm powiązanych z Aleksandrem Gudzowatym, właścicielem Bartimpeksu. Koalicja wybroniła ministra, ale kilka miesięcy później wybuchła nowa awantura. Tym razem w grupie PZU. Wbrew instrukcjom resortu skarbu szef PZU Zdzisław Montkiewicz objął funkcję szefa rady nadzorczej PZU Życie. Konflikt został zażegnany, ale już wtedy zaczęto mówić o dymisji W. Kaczmarka. Prezes największego na polskim rynku ubezpieczyciela jest kojarzony z osobą premiera Leszka Millera - konflikt wokół rady nadzorczej PZU Życie miał się więc przenieść na rządowe salony. Ale w połowie roku minister skarbu zapewniał, że żadnego konfliktu nie ma.

Choć decyzji w sprawie dużych prywatyzacji było w 2002 r. jak na lekarstwo, to jednak nawet te, które podejmowano, wywoływały duże zamieszanie. Tak było przy okazji sprzedaży warszawskiego Stoenu. Za 1,5 mld zł niemiecki RWE nabył 85% akcji firmy, co bardzo nie spodobało się opozycji. - Z ekonomicznego punktu widzenia ta transakcja była bardzo udana, ale pokazała, jak bardzo wrażliwy politycznie jest temat prywatyzacji w Polsce. To, że do niej doszło, można interpretować na różne sposoby. Albo minister próbował przełamać pewne tabu, albo celowo chciał zaognić sytuację, by jeszcze bardziej spowolnić proces prywatyzacji - mówi Rafał Antczak.

- Ministrów rozlicza się ze skuteczności. Tymczasem w takich sprawach, jak sprzedaż Rafinerii Gdańskiej, PZU, czy chemii ciężkiej sytuacja jest taka sama, jak przed rokiem. Choć ogłasza się plany strategiczne, to ich realizacja stoi pod dużym znakiem zapytania - uważa Maciej Grabowski z Intytutu Badań nad Gospodarką Rynkową. Według niego podobny zarzut można przedstawić odwołanemu ministrowi gospodarki. - Program wspierania przedsiębiorczości to był bardzo dobry pakiet. Jego powstanie to w znacznej mierze zasługa resortu gospodarki. Jednak Jackowi Piechocie chyba zabrakło poparcia politycznego, by go wprowadzić w życie - mówi M.Grabowski.

Reklama
Reklama

Największa porażka ministra Piechoty to sprawa Stoczni Szczecińskiej. Szef resortu zaangażował w nią swój autorytet, mimo to skończyło się bankructwem przedsiębiorstwa. - To była próba łączenia ognia z wodą, czyli składanie obietnic bez politycznego pokrycia. To praktyka stosowana nie tylko przez ministra Piechotę, ale również pozostałych członków rządu - mówi Rafał Antczak.Pod koniec roku minister Piechota przegrał w jeszcze jednej sprawie. Rząd pod naciskiem związków zawodowych złagodził swój program restrukturyzacji górnictwa. - Trudno powiedzieć, czy to było bezpośrednią przyczyną dymisji J. Piechoty. Ta decyzja to raczej wypadkowa różnych czynników - ocenia R.Antczak.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama