Poniedziałek przyniósł spadek notowań na międzynarodowym rynku paliw płynnych. Bezpośrednim powodem była decyzja OPEC, zobowiązująca państwa członkowskie do zwiększenia o 7%, tj. 1,5 mln baryłek dziennie, wydobycia ropy naftowej. Dodatkowe dostawy mają wyrównać niedobór surowca, zwłaszcza w USA, spowodowany trwającym od sześciu tygodni strajkiem w Wenezueli. Wyraźniejszą zwyżkę cen ropy utrudniły obawy, że OPEC zdecydowała się na zwiększenie wydobycia zbyt późno, a zapowiedziany wzrost jest za mały, aby odbudować amerykańskie zapasy - najmniejsze od 26 lat. Wskazywano przy tym na ograniczone moce produkcyjne większości krajów OPEC oraz na fakt, że transport ropy z Bliskiego Wschodu do USA trwa pięć do sześciu tygodni, podczas gdy z Wenezueli - pięć dni. Spadek notowań hamował też niepokój związany z coraz bardziej realną perspektywą amerykańsko-brytyjskiego ataku na Irak. Z tego względu niektórzy maklerzy giełdowi przestali już uwzględniać w ogólnym bilansie naftowym ograniczone dostawy ropy z tego kraju. W Londynie za baryłkę gatunku Brent płacono wczoraj po południu 29,32 USD, wobec 29,67 USD w końcu sesji piątkowej.
Cena złota wykazywała niewielką skłonność do spadku. Inwestorzy śledzili z uwagą rozwój wydarzeń na Bliskim Wschodzie oraz sytuację na rynku naftowym po decyzji OPEC. Złoto staniało w Londynie do 354,30 USD za uncję, z 354,75 USD w piątek.
Na rynku metali kolorowych obroty były małe, gdyż zabrakło świeżych danych o gospodarce amerykańskiej, które są zwykle ważnym bodźcem do zmian notowań. Miedź w kontraktach trzymiesięcznych kosztowała na giełdzie londyńskiej 1647 USD za tonę, wobec 1637 USD w końcu zeszłego tygodnia.