Indeks szerokiego rynku - WIG, ma już za sobą spadkowe linie trendu, nie straszą tu również demony podwójnego szczytu. Kwestią odrębną jest osąd, czy ww. sygnały stanowią pułapkę hossy czy też nie, faktem jest natomiast, że zupełnie inaczej przedstawia się wykres WIG20 i pochodnych na ten indeks. Po sesji wtorkowej pojawiło się harami, sygnalizujące kłopoty popytu w konfrontacji ze średnioterminowymi barierami. Środa za sprawą utrzymania wsparcia w połowie poniedziałkowego korpusu powoduje utrzymanie kruchego status quo.

Patrząc z perspektywy "wielkiej bessy", tj. spadku z 2600 na 1000 pkt., wykres kontraktu na WIG20 próbuje od 19 miesięcy ukształtować bardzo obszerną formację "W", której realizacja diametralnie mogłaby zmienić układ sił rynkowych. Warunkiem jest sforsowanie linii szyi na 1450 pkt.

Ten problem wydaje się jednak czysto hipotetyczny (na razie), gdyż futures mają do sforsowania wielomiesięczny trend spadkowy, leżący już w okolicach 1270 pkt. Ponadto w zasięgu wykresu kontraktów znajduje się jeszcze kilka średnioterminowych barier. Są nimi szczyt z przełomu listopada i grudnia 2002 r. oraz 3-miesięczna linia trendu wzrostowego, zaczepiona w początkach października ub.r. Od jej pokonania zaczęły się "bycze" problemy. Linia ta stanowi obecnie oś batalii popytu z podażą.

Wykres kontraktów znalazł się więc w szczególnym momencie, gdzie ścierają się różne koncepcje grających na wykresach godzinowych i średnioterminowych inwestorów. Ci ostatni, licząc na porażkę popytu w potyczce z głównym trendem, mogą zajmować krótkie pozycje. Powinni jednak brać pod uwagę wykresy podstawowych oscylatorów, które są korzystne dla grających na zwyżkę wyceny kontraktu. Począwszy od tygodniowego MACD poprzez dzienny MACD, a skończywszy na Stochastic Slow wskaźniki optymistycznie zapatrują się w przyszłość.