Do trzech razy sztuka. Po stracie inwestycji Philipsa i Toyoty ucieka nam fabryka Peugeot-Citroen. Tym samym ucieka 3,5 tys. miejsc pracy. Powinno się zapalić czerwone światełko ostrzegawcze. Zwłaszcza tam, gdzie zamiast skutecznej promocji dokonuje się wielka reorganizacja.
Resort gospodarki staje się superministerstwem gospodarki, pracy i polityki społecznej. Państwowa Agencja Inwestycji Zagranicznych łączy się z Polską Agencją Informacyjną. Administracja zajęta jest sama sobą. Inwestycje uciekają. Słyszymy spiskowo-zastępcze tłumaczenia polskiej porażki. Francuzi rewanżują się rzekomo za odrzucenie oferty "Mirage". Nawet jeśli słodki smak zemsty towarzyszy wskazaniu Słowacji, byłoby naiwnością widzieć w tym główny motyw lokalizacji inwestycji wartej 700 mln euro. Nie da się też wszystkiego zwalić na polskie drogi. Słowacka Trnava ma lepsze położenie komunikacyjne niż polskie Radomsko. To jasne. Ale decyduje klimat inwestycyjny, który jest syntezą wielu czynników.
Sąsiedzi mają lepszy klimat dla inwestycji niż Polska. Oprócz infrastruktury decyduje o tym mniejsze biurokracja, podatki, koszty pracy i obciążenia pozapłacowe. Do tego dochodzą parametry trudniej przeliczalne na pieniądze, czyli klimat polityczno-społeczny, stereotypy, uprzedzenia, opinie, jakimi dzielą się inwestorzy na polu golfowym. Wszystkie słabości wychodzą na jaw w czasie stagnacji, gdy nadzwyczajny popyt Polaków na dobra trwałego użytku nie tuszuje braków. Jakie atuty ma kraj o najwyższej dynamice płacowej w Europie Środkowowschodniej, rosnących podatkach i obciążeniach pozapłacowych? Kraj, w którym gotowość wzniecania politycznej awantury przy okazji inwestycji zagranicznych dorównuje normie ukraińskiej i boliwijskiej?
Musimy przyjąć okrutny komunikat do wiadomości: dołuje atrakcyjność inwestycyjna kraju, który - wkraczając do Unii Europejskiej - powinien właśnie teraz ściągać zagraniczne kapitały! Nie można się z tym pogodzić przy rekordowej, 18-procentowej, stopie bezrobocia. Musi wrócić sprawa podatków korporacyjnych i osobistych, czyli konkurencyjności kosztowej. Tu jest nasza swoboda manewru, skoro reguły Unii Europejskiej ujednolicają pomoc publiczną, utrudniają żywot specjalnym strefom ekonomicznym, a nie zbudujemy szybko autostrad i nie poprawimy jakości służby cywilnej. O tym, czy wyciągamy wnioski z porażki, zadecyduje rok 2003. Dlaczego? Bo głośna w świecie "Rywingate" oraz ewentualny międzynarodowy arbitraż w sprawie PZU-Eureko nie poprawią wizerunku kraju. Jeśli więc nowy minister skarbu państwa ma w zanadrzu jakieś honorowe wyjście z konfliktu z Eureko, byłby to pożądany wkład w naprawianie kiepskiej reputacji - która może też ulec dalszemu pogorszeniu...