Rada Ministrów zaakceptowała wczoraj sposób obliczania dopłat bezpośrednich, jakie polscy rolnicy dostaną po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej. Zgodnie z przyjętym stanowiskiem, podstawowe dopłaty finansowane z budżetu unijnego w wysokości 25, 30 i 35% w trzech kolejnych latach po wejściu do UE, obliczane będą na podstawie powierzchni gospodarstwa rolnego. - W związku z tym każdy rolnik, który złoży odpowiedni wniosek, dostanie te dopłaty w wysokości zależnej tylko i wyłącznie od powierzchni jego gospodarstwa - powiedział Jarosław Kalinowski, wicepremier i minister rolnictwa.
Niby od produkcji
a jednak od hektara
Pozostałą część dopłat, czyli kwoty przesunięte z funduszy strukturalnych oraz wypłacane przez budżet krajowy, dostaną tylko ci rolnicy, którzy produkują artykuły dotowane obecnie przez kraje Piętnastki. Są to więc np. zboża, rzepak, chmiel, tytoń czy bydło. Rolnik, składając swój wniosek, będzie musiał zaznaczyć w nim, jaką część swojego areału wykorzystuje do produkcji artykułów niedotowanych, a jaką część do artykułów dotowanych. - Przyjęcie takiego systemu uprości wnioski, jakie rolnicy będą musieli składać. Zmniejszy także koszty budowy systemu IACS, służącego do wyliczania dopłat - powiedział minister rolnictwa.
Jego zdaniem, ci rolnicy, którzy produkują tylko te artykuły rolne, które będą objęte dopłatami do produkcji, dostaną więcej, niż pierwotnie zakładano. - Praktycznie jednak nie ma w Polsce gospodarstw, które uprawiają tylko zboże czy hodują tylko bydło. Są to zwykle gospodarstwa mieszane. W związku z tym część upraw będzie dotowana mniejszą sumą a część większą - powiedział J. Kalinowski. Szef resortu rolnictwa stwierdził też, że gdyby stosowano u nas system uproszczony dla całości dopłat, część polskich rolników produkujących artykuły nie objęte dopłatami w UE mogłaby sprzedawać je dużo taniej niż rolnicy z Francji czy Niemiec.