Reklama

PKN Orlen nie jest ostatnią deską ratunku

Z Keyvanem Rahimianem, prezesem Rotch Energy, rozmawia Ewa Bałdyga

Publikacja: 08.02.2003 08:13

Od półtora roku Rotch Energy chce kupić akcje Rafinerii Gdańskiej (RG). Ostatnio wspólnie z PKN Orlen zawiązał konsorcjum, które chce przejąć ten podmiot. Często pojawiają się opinie, że Rotch Energy jest niewiarygodny finansowo...

Rotch Energy jest firmą wiarygodną, co wielokrotnie udowodniliśmy. Nie oznacza to, że przez wszystkich lubianą. Nasz majątek to ponad 4 mld funtów. Głównie są to nieruchomości, ale nie stanowią one głównego źródła finansowania inwestycji. Nasz atut to umiejętność pozyskiwania kapitału. Wspomnę jedynie o inwestycjach zakończonych w ubiegłym roku. Przeznaczyliśmy kapitał w wysokości 700 milionów funtów na zakup Shell-Mex House i udziałów w Hilton Group. To jest znacznie wyższa kwota od potrzebnej na zakup akcji gdańskiej spółki.

W zeszłym roku czeski rząd odrzucił ofertę Rotch na zakup Unipetrolu. Zarzuty dotyczyły właśnie niesatysfakcjonującej wiarygodności.

Mogę powiedzieć jedynie, że sprzedaż Unipetrolu od samego początku obfitowała w trudności. Prawdą jest, że, podobnie jak w Polsce, pojawiły się różne grupy interesów. Gdzie są duże pieniądze, czasami jest bezpardonowa i ostra walka. Agrofert, nasz rywal w przejęciu Unipetrolu, będący wraz z czeską spółką współudziałowcem (50%) wielu przedsiębiorstw w tamtejszym sektorze agrochemicznym, miał dużo większą wiedzę i znacznie większe wpływy w samym Unipetrolu. Był także mocno wspierany przez niektórych wpływowych członków czeskiego rządu. Mimo pozytywnych rekomendacji dla oferty Rotch Energy ze strony doradcy narodowego funduszu własności, została ona odrzucona na korzyść propozycji Agrofertu, która w końcu i tak okazała się jednak niewystarczająca. Śledzimy oczywiście prywatyzację Unipetrolu z pewnym zainteresowaniem, które dotyczy także decyzji rządu Czech co do następnych kroków w sprawie sprzedaży tej spółki.

Dlaczego tak długo trwa proces prywatyzacji RG? Często pojawiają się zarzuty, że to właśnie Rotch go opóźnia, ponieważ ciągle zwodzi Naftę Polską obietnicami, zmienia partnerów, próbuje przedstawić gwarancje bankowe, a i tak nic z tego nie wychodzi.

Reklama
Reklama

To pytanie powinno być skierowane do strony decyzyjnej w tym procesie, a nie do nas. Z drugiej strony, sprzedaż jakiegokolwiek składnika majątku narodowego, szczególnie w branży o znaczeniu strategicznym, nie może odbyć się bez bardzo starannego planowania i analiz ze strony rządu, który musi mieć pewność, że uzyskał od kupującego możliwie najlepsze warunki. Dlatego musimy okazać rządowi cierpliwość i zrozumienie.

Jaka jest rola Rotch Energy w prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej? Często pojawiają się zarzuty przeciw Rotch, że chce kupić akcje polskiej spółki, aby je z zyskiem sprzedać, np. któremuś z rosyjskich koncernów.

Pozycja Rotch Energy w procesie prywatyzacji Rafinerii Gdańskiej jest jasno określona. Jesteśmy poważnym inwestorem finansowym, żywotnie zainteresowanym sukcesem całego przedsięwzięcia.

Jak długo Rotch Energy chce być inwestorem w Rafinerii Gdańskiej?

Perspektywa czasowa dla tego projektu to co najmniej 5 lat. Traktujemy tę inwestycję priorytetowo.

Rotch Energy próbował kupić Rafinerię Gdańską z wieloma partnerami, zarówno zagranicznymi, jak i polskimi. Dlaczego nie udało się dotychczas przeprowadzić tej transakcji?

Reklama
Reklama

Od samego początku chcieliśmy bardzo szybkiej prywatyzacji. Ale to nie zależy od nas. Wspomnę jedynie, że w ciągu 2 lat prywatyzowania Rafinerii Gdańskiej zmieniło się 4 ministrów skarbu państwa, istotnie zmieniła się polska scena polityczna, a w efekcie końcowym zmieniono też strategię prywatyzacji sektora paliwowego w Polsce. Dodam jeszcze, że jedną z najważniejszych przyczyn niepowodzenia negocjacji z naszymi poprzednimi partnerami były różnice zdań na temat przyszłego rozwoju i strategii RG po sprywatyzowaniu.Dlaczego wybór padł ostatecznie na PKN Orlen? Może była to ostatnia deska ratunku, po tym jak się wycofali inni partnerzy...

PKN Orlen na pewno nie był i nie jest traktowany przez nas jako ostatnia deska ratunku. Umożliwiono nam współpracę poprzez zmianę rządowego programu prywatyzacji sektora paliwowego. Dla nas PKN to dobry partner, bo ma niezbędne doświadczenie, świetną kadrę zarządzającą i rozległą wiedzę na temat polskiego rynku paliwowego. Według mnie, Rafineria Gdańska powinna być częścią zintegrowanej organizacji. Stąd niedaleko już do konsolidacji. RG musi pracować z Orlenem, aby móc osiągnąć wymierną wartość, umacniając tym samym polski rynek paliwowy. Efekt synergii możliwy do uzyskania poprzez wspólne zarządzanie i strukturę właścicielską jest bardzo duży. Korzyści z tego odniosą nie tylko akcjonariusze, ale także i konsumenci.

Korzyści z fuzji dwóch polskich spółek mogą być duże, ale po co nam zagraniczny pośrednik?

Sukces prywatyzacji RG i połączenie z PKN Orlen będzie tak samo ich sukcesem, jak i Rotch Energy. Korzyści odniesie także polska gospodarka. Powstanie bowiem poważna firma, zdolna do konkurowania na europejskim rynku, a czasu na jej stworzenie nie zostało wiele w kontekście wejścia Polski do Unii Europejskiej. Prawda jest taka, że nie da się rozwinąć polskiego sektora paliwowego bez dużych nakładów finansowych. W podobnej sytuacji jak polska rafineria są jeszcze dwie-trzy inne firmy w Europie Środkowej, na przykład Slovnaft i Ceska Rafinerska.

Dlaczego zależy Panu na kupnie akcji gdańskiej firmy?

Nasze konsorcjum zapewnia optymalne rozwiązanie dotychczasowych problemów Rafinerii Gdańskiej. Należy zwiększyć przerób ropy w Rafinerii Gdańskiej do 6 mln ton rocznie. Ponadto trzeba przeorientować rafinerię na bardziej rynkowe zarządzanie, poprawić jej rentowność i wydajność. Naszym podstawowym celem jest zbudowanie na bazie sprywatyzowanej RG silnego, międzynarodowego przedsiębiorstwa, zdolnego skutecznie konkurować na europejskim rynku paliwowym.

Reklama
Reklama

Część specjalistów związanych blisko z sektorem naftowym twierdzi, że RG jest za mała, żeby mogła przetrwać. W jaki sposób, pana zdaniem, z niewielkiej rafinerii może powstać silne, międzynarodowe przedsiębiorstwo?

Rzeczywiście cykliczny charakter biznesu naftowego w zakresie dystrybucji powoduje, że małe przedsiębiorstwa, takie jak RG, nie są w stanie przetrwać samodzielnie. Muszą więc integrować się z silniejszymi podmiotami. Niemniej, wysoka wartość RG wynika z faktu, że jest to strategicznie istotny element polskiego i środkowoeuropejskiego przemysłu rafineryjnego.

Rafineria Gdańska była budowana po to, żeby stanowić drugi ośrodek po PKN Orlen, który miałby w sytuacjach kryzysowych zapewniać Polsce bezpieczeństwo paliwowe. Być może dlatego istnieje duży opór przed udziałem w tej inwestycji zagranicznego podmiotu.

Wszyscy wiemy, że Rafinerii Gdańskiej potrzebne są duże środki finansowe na rozwój. Niekoniecznie trzeba zdobywać ten kapitał kosztem zastawu własnych aktywów - czyli poprzez emisję akcji, pożyczki bankowe czy też zadłużenie się u dotychczasowych udziałowców. Powtarzam więc, że zależy nam na stworzeniu silnej firmy, która byłaby zdolna do konkurowania na rynku europejskim i mogła być partnerem dla takich potentatów, jak Shell czy Conoco. Rotch Energy wraz ze swoim partnerem PKN Orlen gwarantuje Rafinerii środki na rozwój i restrukturyzację, bez których gdańska spółka nie ma szans na przetrwanie.

O jakiej restrukturyzacji Pan mówi?

Reklama
Reklama

Gdańska spółka wymaga pewnych zmian, jeśli chodzi o myślenie o przyszłości przedsiębiorstwa. Obecnie jest to stricte firma produkcyjna, bez nowoczesnego systemu logistycznego, odpowiednio rozwiniętej sprzedaży i prawidłowego, odpowiadającego wymogom branży marketingu. Nie wydaje się najszczęśliwszym rozwiązaniem, że RG sprzedaje 80% swojej produkcji przez pośredników, a marketing kojarzony jest jedynie ze zmianą nazwy firmy. Dzięki efektowi synergii z PKN Orlen można znaleźć oszczędności i znaczne ograniczenia kosztów na różnych płaszczyznach. Chociażby w organizacji transportu, który, mówiąc delikatnie, jest mało efektywny, ale kosztowny.

Dotychczas nie udało się nawiązać między RG i Orlenem skutecznej współpracy.

Najwyższy czas to zmienić.

Skąd zainteresowanie Rotch Energy polskim rynkiem? Czy inwestor będzie się starał wejść z PKN na inne rynki europejskie?

Polska strona skierowała do nas propozycję, a my po jej przeanalizowaniu doszliśmy do wniosku, że jest atrakcyjna. Rotch Group zależy na dywersyfikacji polityki inwestycyjnej i wykorzystaniu już zdobytego doświadczenia z zakresu finansowania projektów z rynku paliwowego. Przejęliśmy już ponad 180 stacji benzynowych w Wielkiej Brytanii i kontynuujemy nasze inwestycje w tym sektorze. Rynek zachodnioeuropejski jest jednak bardzo dojrzały i zdominowany przez potentatów tej branży. W Polsce jest teraz właściwy czas na inwestycje w sektor dystrybucji produktów naftowych, gdyż nie został on jeszcze przejęty przez głównych graczy rynkowych. Krótko mówiąc, sądzimy, że Polska to dobre miejsce do robienia interesów.

Reklama
Reklama

Jakie jest powiązanie pomiędzy Rotch Group i Rotch Energy?

Rotch Energy jest spółką zależną Rotch Group. Takich firm w naszej strukturze jest przeszło 150. Grupa Rotch jest własnością rodziny Tchenguizów. Rodzina Tchenguiz pochodzi z Iranu, gdzie ojciec zajmował stanowisko doradcy inwestycyjnego szacha Rezy Pahlawiego. Wraz z całą rodziną po rewolucji w Iranie wyemigrowali do Wielkiej Brytanii. Rotch Group założyli w 1982 r.

Dziękuję za rozmowę

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama