Do tej pory zakładano, że Polska powinna wejść do strefy euro w pierwszym możliwym terminie, czyli w roku 2007. Wymagałoby to spełnienia przez nasz kraj w roku 2005 wszystkich kryteriów, zapisanych w traktacie z Maastricht. Takie stanowisko prezentowały do tej pory bank centralny i Rada Polityki Pieniężnej oraz komisja ds. wejścia naszego kraju do unii monetarnej, powołana przez rząd i NBP.
Podobne stanowisko zaprezentował także minister finansów Grzegorz Kołodko podczas wizyty w Londynie. - Polska może znaleźć się w unii monetarnej ze wzrostem gospodarczym na poziomie 5% w roku 2007 - powiedział w trakcie wykładu w London Business School. Jednak z dalszej części jego wykładu wynika, że nasz kraj nie będzie w stanie spełnić kryterium deficytu budżetowego, który - wg traktatu z Maastricht - nie powinien przekroczyć 3% PKB.
- W naszym najbardziej optymistycznym scenariuszu, który jest jednak realistyczny, deficyt budżetu wyniesie w 2005 r. 3,2% PKB, zakładając, że uda się nam przeprowadzić reformy fiskalne - powiedział G. Kołodko. Zastrzegł także, że reforma fiskalna i redukcja deficytu nastąpią, o ile nie będzie to szkodzić wzrostowi gospodarczemu. - To się wydarzy tylko wtedy, kiedy nie będzie oznaczać zabójstwa dla krajowej gospodarki - powiedział minister finansów.
Jeśli Polska z opóźnieniem wypełniłaby kryterium deficytu budżetowego, mogłoby to odsunąć w czasie wejście naszego kraju do unii monetarnej. Analitycy są jednak dobrej myśli, wskazując, że minister Kołodko wymienił rok 2007 jako datę wprowadzenia euro w naszym kraju.
- Widać jednak, że problemem jest reforma finansów publicznych - powiedziała Katarzyna Zajdel-Kurowska, ekonomistka Banku Handlowego w Warszawie. - Jeśli jednak mówi to minister finansów, to zaczynam się niepokoić o możliwość jej wprowadzenia.