Na giełdzie coraz nudniej, więc chociaż komentarz trochę na wesoło. A powodem mego rozbawienia jest jakże duże ożywienie i pełne zaskoczenie giełdowych cesarzy, u których regularnie od ponad dwóch lat każda publikacja wyników polskich spółek wywołuje zimne dreszcze i obrzydzenie do posiadanych akcji (wczoraj ComputerLand i BPHPBK).
Pieniądze emerytów bez wątpienia są w profesjonalnych rękach, więc nie wierzę, by tylko grono niezależnych analityków miało świadomość, że rządzący polskim parkietem cesarze (tzw. OFE), ubierani są nie w złote szaty, lecz w tkaniny, których "nie dojrzą tylko nie nadający się na swoje urzędy, lub zupełni głupcy". Nie śmiem nikogo obrażać, ale przez ostatnie dwa lata tak to trochę wygląda, że większość funduszy (także z braku alternatywy), zupełnie jak w bajce boi się przyznać, że ani zysków, ani perspektyw w sporej części spółek nie widać. Nawet po ostatnich spadkach i blisko minimów bessy trudno się zgodzić na wycenę niektórych blue chipów. Dopiero tuż przed wynikami, lub w trakcie ich podawania, okazuje się, że znowu spółka rozczarowała i krzyk, że "król jest nagi!" słyszymy cyklicznie co 3 miesiące. Wtedy choroba podziwiania niewidzialnych szat bardzo szybko ustępuje.
W całej tej smutnej bajce, chociaż morał jest wesoły (przez łzy). Gdy mija okres wyników spółek, to niezależnie od tego, ile było przypadków wyśmiewania nagości, proces ubierania cesarzy zaczyna się od początku. Niemal w każdym kwartale trwającej bessy następowało szybkie odbicie rynku, w momencie gdy spółki zakończyły publikacje. Wygląda więc na to, że trzeba skończyć komentarz, tak jak kończy się bajka - "Muszę wytrzymać do końca procesji.". Po niej moim zdaniem czeka nas znowu okres rządów cesarzy i atak przynajmniej na ostatnie luki bessy.