- Zarząd nie został upoważniony do ujawniania danych nowych akcjonariuszy. Żaden z nich nie ma ponad 5% głosów na WZA, jednak razem mają ponad 10% - mówi nam Cezary Przybysławski, prezes Szeptela.

Z naszych informacji wynika, że chodzi o dwie osoby fizyczne i jedną instytucję. Każdy z inwestorów ma niewiele mniej niż 5% akcji (około 4,8-4,9%). Zażądali zwołania walnego, ponieważ chcą zmian w radzie nadzorczej. - W tej chwili po odejściu z niej reprezentantów BRE Banku, w radzie są dwa wakaty. Dwie osoby reprezentują z kolei BGŻ, choć bank pozbył się wszystkich akcji spółki. Zmiana rady jest w tej sytuacji naturalna - wyjaśnia prezes Przybysławski.

Zarząd, najprawdopodobniej na prośbę giełdy, ustosunkował się w piątek w oficjalnym piśmie do informacji przekazanych wcześniej przez PARKIET, a dotyczących możliwości likwidacji szepietowskiej spółki. Przypomniał, że firma zleciła przygotowanie ekspertyz na temat możliwości jej dalszego istnienia. - W ekspertyzach przedstawiono różne warianty, w tym także zakładający likwidację przedsiębiorstwa, skoro jego majątek przekracza zobowiązania, ale nie ma ono pieniędzy na kontynuację podjętych projektów - informuje prezes Przybysławski. Inne warianty zaproponowane w ekspertyzach sprowadzały się do tego, że spółka musi spłacić kredyty, jeśli chce dalej działać, ale jednocześnie musi ograniczyć działalność, czyli w praktyce wrócić do matecznika - tradycyjnej działalności na terenie Szepietowa i okolic. Zdaniem prezesa, wejście nowych inwestorów do Szeptela może sprawić, że pojawią się jakieś alternatywne pomysły na działalność przedsiębiorstwa. Z tego powodu spółka na razie nie rozważa możliwości zwołania WZA w celu rozpatrzenia celowości istnienia firmy.

Ponieważ banki, do niedawna akcjonariusze Szeptela, odmówiły dokapitalizowania, spółka próbowała i próbuje sprzedać aktywa, aby zdobyć pieniądze na spłatę długów w celu zmniejszenia kosztów finansowych.