4 lata temu kupiliśmy kilkanaście bardzo drogich automatów, które przyjmowały nawet banknoty. Niestety, jest to zupełnie nieopłacalne przedsięwzięcie. Obecnie w Polsce jest kilka tysięcy prywatnych automatów. Nie mają one jednak dużego udziału w sprzedaży. Nie wykluczam jednak, że wrócimy jeszcze do tego pomysłu.
Zaczął Pan mocno promować nową linię prezerwatyw Special Collection. Które produkty w tej chwili sprzedają się najlepiej?
W dalszym ciągu największy udział w przychodach zapewniają nam zwykłe, gładkie, niekolorowe prezerwatywy. Mimo że różnica w cenie produktów niestandardowych i standardowych jest bardzo mała, to ludzie po wypróbowaniu nowych prezerwatyw wracają do standardowych. Natomiast wzrost sprzedaży Special Collection jest bardzo duży - około 50% w ubiegłym roku, chociaż jest ona znacznie droższa od innych naszych wyrobów i porównywalna właśnie z marką Durex. Ale jej udział w przychodach spółki nie jest jeszcze tak duży, jak byśmy chcieli. Większość naszego przychodu pochodzi ze sprzedaży asortymentu w średnich cenach - New Caress i Conamore.
Czy Special Collection ma bezpośrednio konkurować z marką Durex?
W zasadzie tak. Czasami nasze produkty są nawet droższe od prezerwatyw Durex. Przy czym wydaje mi się, że nasze produkty są wyższej jakości. Prezerwatywy zagranicznych producentów pochodzą najczęściej z fabryk w Tajlandii, gdzie dosyć trudno jest sprawować należyty nadzór. Oczywiście, zawsze może się zdarzyć, że na miliony produkowanych prezerwatyw mała część nie spełni wszystkich norm. U nas odrzuty stanowią tylko około 3% na etapie produkcji "surowych" prezerwatyw. Na końcu procesu produkcyjnego wadliwe wyroby stanowią tylko 1 promil.