Reklama

Sztuka modelowania

Publikacja: 25.02.2003 08:38

"Z dużym prawdopodobieństwem, na 50%, możemy określić szanse wzrostów na następnej sesji" - na tę złotą myśl jednego z maklerów natknąłem się na początku mojej kariery dziennikarskiej w wydrukowanym w prasie komentarzu giełdowym.

Początkowo w redakcji uznaliśmy cytat za bardzo zabawny. Mój redakcyjny kolega (zajmował się analizą techniczną) wyciął go nawet i przez długi czas trzymał jako motto na biurku. Z biegiem czasu przekonałem się jednak, że cytat ten, choć może w stopniu mocno przejaskrawionym, odzwierciedla pewną filozofię, której zwolenników można spotkać w różnych miejscach życia codziennego. Przykładem mogą być choćby wypowiedzi władz spółek giełdowych, które przedstawiają prognozy wyników finansowych na dany rok już po jego zakończeniu. Co więcej, zdarzało się nawet, że rzeczywisty zysk nie był nawet w połowie tak dobry, jak przewidywał zarząd.

Również w środowisku giełdowych analityków teoria szukania prawdopodobieństwa ma nadal swoich silnych zwolenników. "Jedną akcję Echa Investment wyceniamy w przedziale 33,7 zł - 54,7 zł" - można było przeczytać na początku tego miesiąca w raporcie wydanym przez jedno z biur maklerskich. W sumie nie ma się co czepiać - przedział i tak dosyć wąski. Zawsze przecież inwestor mógł dostać raport z wyceną w przedziale 0-100 zł i komentarzem "Z dużym prawdopodobieństwem oceniamy na 50% szansę, że nasza wycena odzwierciedla wartość fundamentalną akcji".

Przy okazji wycen sporządzanych przez analityków przypomniała mi się wypowiedź znajomego maklera: - Wyceny dokonywane są głównie przez wprowadzenie odpowiednich danych do modelu. Przyjmując odpowiednie założenia do modelu, można więc otrzymać praktycznie każdą wycenę. Być może jest to uproszczenie, ale myślę, że przedstawiciele pewnego koncernu medialnego (chodzi o ten, któremu nie udało się ostatnio wejść na GPW) potwierdzą, że w powyższym zdaniu tkwi ziarenko prawdy.

Modele to ogólnie fajny temat. Najdłuższy wykład o modelach biznesowych otrzymałem swego czasu od przedstawiciela władz jednej z hurtowni farmaceutycznych. Spółka miała ambitne plany wejścia na giełdy w Warszawie i Londynie, ale, niestety, na drodze do ich realizacji stanęło bankructwo. O mnogości i oryginalności modeli biznesowych najlepiej mogliśmy się chyba jednak przekonać w okresie hossy internetowej.

Reklama
Reklama

Z najnowszej historii najciekawsze podejście do tematu zaprezentował niedawno prezes giełdowej firmy telekomunikacyjnej. - Wyniki za 2002 r. potwierdzają słuszność przyjętego przez nas modelu biznesowego - stwierdził podczas telekonferencji z inwestorami. Przyznam, że wypowiedź ta rzuciła mnie na kolana. Jakiż to wspaniały i słuszny model biznesowy - pożyczyć 850 mln euro i nie oddać. Proste i skuteczne!

Na szczęście, na naszym zdominowanym przez różne modele rynku istnieją jeszcze ludzie o bardziej spontanicznym podejściu do biznesu. - Być może kupiliśmy wczoraj pewien pakiet. Nie mogę jednak na 100% potwierdzić tej informacji, ponieważ jestem poza granicami kraju - powiedział w minionym tygodniu "Pulsowi Biznesu" właściciel pewnego koncernu medialnego (tym razem chodzi o ten, którego prezesem miał być człowiek, składający niemoralne propozycje spółce zarządzanej przez "ludzi z biografiami"). W ten sposób skomentował pytanie, czy wydał 45 mln zł na zakup akcji spółki giełdowej. Też chciałbym móc nie wiedzieć, czy właśnie wydałem 45 mln zł. To się nazywa luz!

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama