- W połowie 2002 r., kiedy przyszedłem do spółki, jej zadłużenie wymagalne wynosiło około 7 mln zł. Prawdopodobieństwo uratowania firmy oceniałem na 30% i myślałem nawet o złożeniu wniosku o ogłoszenie upadłości. Uwierzyłem jednak, że Beef-San wyjdzie na prostą. Dzisiaj ma na to około 60% szans - powiedział Jerzy Biel, prezes mięsnej spółki. W 2002 r. przychody firmy z Sanoka wyniosły 40,4 mln zł i były niższe niż rok wcześniej o 46%. W ubiegłym roku przedsiębiorstwo poniosło 7,8 mln zł straty netto.
Beef-San 18 lutego zawarł układ z wierzycielami, do którego zgłosił ponad 4 mln zł zobowiązań handlowych. We wtorek sąd zatwierdził porozumienie. Długi przekraczające 2,5 tys. zł zostały zredukowane o 40%, a spłata pozostałej części rozłożona na raty. Spółka dokonała zwolnień grupowych obniżyła koszty i skoncentrowała się na uboju. Od dłuższego czasu nie może się jednak porozumieć z dwoma bankami: BGŻ i Kredyt Bankiem. - Potrzebujemy środków na działalność operacyjną. O odroczeniu spłaty kredytów w tych bankach zależy teraz przyszłość spółki. Po zawarciu ugody moglibyśmy pozyskać inwestora branżowego. Od porozumienia z bankami uzależnia on wejście do firmy - powiedział prezes J. Biel. Dodał, że rozmowy z BGŻ będą prowadzone dziś, a z Kredyt Bankiem 6 marca.
W Beef-San zaangażowały się już Zakłady Mięsne Mysław, z którymi spółka współpracuje. Odkupiły od BRE i Pekao wierzytelności wobec firmy z Sanoka o wartości około 2 mln zł. Dodatkowo kadra menedżerska grupy ZM Mysław kontroluje już około 20% akcji Beef-Sanu. - Nasz partner, który udzielił nam kredytu kupieckiego, gotów jest objąć w przyszłości akcje. Trudno oczekiwać od niego jednak obecnie wiążących deklaracji, jeżeli grozi nam windykacja ze strony banków - powiedział prezes J. Biel.