W poniedziałek, po południu, rynek walutowy ustabilizował się po początkowym szoku, związanym z rozpadem rządzącej koalicji. Jednak wczoraj już od rana zaczęła się sprzedaż naszej waluty. O ile w poniedziałek wieczorem odchylenie złotego od tzw. parytetu wynosiło 3,80%, to wczoraj z samego rana wynosiło już 3,55%. A potem było jeszcze gorzej.
Rano za euro trzeba było zapłacić 4,3069 zł, a za dolara - 3,9445 zł. Przed południem wspólna waluta była już droższa - kosztowała bowiem 4,3481 zł, a dolar - 3,9832 zł. Odchylenie od parytetu spadło w tym czasie nawet do 2,45%. Potem złoty zaczął odrabiać straty, jednak pod koniec dnia euro nadal kosztowało 4,318 zł, a dolar - 3,957 zł.
Najważniejsze referendum
- Zdaniem dealerów, za osłabienie złotego odpowiadają przede wszystkim banki londyńskie. Generalnie ich opinie o Polsce są złe - powiedział Andrzej Wasilewski, dealer w PKO BP. - Wzrosło ryzyko polityczne i niebezpieczeństwo niepowodzenia reform gospodarczych, które ten rząd musi zrealizować. Pojawiły się opinie, że plany Kołodki mogą zwiększyć ryzyko wybuchu niepokojów społecznych. Inwestorzy boją się też ryzyka walutowego, związanego z planowanymi przez Ministerstwo Finansów interwencjami na rynku. Wreszcie nie wiadomo, czy rząd będzie w stanie przekonać wyborców do głosowania na tak w referendum akcesyjnym.
Zdaniem analityków, właśnie sprawa referendum akcesyjnego w dużym stopniu będzie teraz determinować zachowanie złotego.