W czasie wczorajszej sesji wydawało się, że rynek doznał rozdwojenia jaźni. Z jednej strony mocne kontrakty i widoczne parcie popytu, a z drugiej, poddany poważnemu naciskowi ze strony podaży, rynek akcji. Dopiero ostatnie 15 minut sesji zmniejszyło tę różnicę.

Sesja zaczęła się dość słabo - zaliczyliśmy nowe minima w tej fali spadkowej (1064 pkt). Nie było jednak widać paniki. Szybko dało się zauważyć kupujących. Zaraz po otwarciu rynku kasowego wyskoczyliśmy nad wtorkowe zamknięcie, a w południe ceny kontraktów odnotowały maksa na 1082 pkt. Także indeks wyskoczył, ale potem zaczął się wspomniany rozjazd. Podaż na spółkach się wzmagała, a graczom na rynku terminowym to nie przeszkadzało. Efektem był wzrost bazy, która ponownie jest dodatnia. Sygnalizuje to optymistyczne nastawienie rynku terminowego. Obawy co do kondycji rynku akcji po części zostały rozwiane w końcowych minutach sesji, gdy mocno zaatakował popyt.

W efekcie, na wykresach mamy skuteczną obronę wsparć. Kontrakty zdają się szykować do kolejnej próby pokonania linii trendu spadkowego, co mogłoby być dobrym sygnałem kupna. Przypominam, że potrzeba tu przebicia, a nie tylko wyjścia bokiem. Najlepiej, by ruch wzrostowy był potwierdzony wielkością obrotów. Taki sygnał miałby także znaczenie w kontekście układu średniej kroczącej, która także zostałaby przebita. Wybicie w górę umożliwiłoby atak na ostatnie szczyty, a w razie ich pokonania, wykreślenie podwójnego dna. Żebyśmy jednak nie ulegli emocjom - to tylko scenariusz warunkowy. W tej chwili nadal jesteśmy w konsolidacji i należy czekać na sygnały. Rynek sam wskaże nam drogę postępowania. Wyprzedanie sygnałów może okazać się bolesne, zwłaszcza jeśli chodzi o zajmowanie długich pozycji w przeddzień wojny.