Reklama

Pieniądze leżą na ulicy

Publikacja: 07.03.2003 09:39

Ledwo upadła koalicja SLD--UP-PSL, a już dowiedzieliśmy się, jak będzie wyglądać przyszłość Polski. Politycy PSL oświadczyli, że klęskę koalicji odbierają jako sygnał, "iż troska o polski interes narodowy i gospodarczy, o wieś i rolnictwo (...) przestaje być zadaniem pierwszoplanowym". No cóż, trudno mi w to uwierzyć.

Nikt (a już na pewno nie rolnicy) nie jest skłonny pozwolić na to, aby coś odbywało się jego kosztem. Inną sprawą jest to, czy ma on wystarczająco duże wpływy, aby przeforsować swoje stanowisko. Oczywiście istnieją u nas tzw. grupy o dużym znaczeniu społecznym, które potrafią bardzo efektywnie bronić swoich przywilejów, bądź też wywalczyć nowe. Zauważyły one pewną prawidłowość: pieniądze leżą na ulicy. Wystarczy wyjść na nią i już, proszę, podwyższenie cen skupu interwencyjnego gotowe. Trochę smutne, że na tej ulicy leżą nasze pieniądze.

Szkoda, że my, inwestorzy, nie potrafimy zebrać się, iść pod budynek z pięknymi neonami www.mf.gov.pl i walczyć o swoje. Cóż, po pierwsze jest nas trochę za mało. Po drugie, nawet jeżeli założyć, że istniejemy jako grupa społeczna, to i tak mamy za krótką (bo tylko trochę ponad 10-letnią) historię, aby opanować trudną sztukę wymuszania i szantażowania.

Na tym straciliśmy. Przykładowo, kiedy podczas negocjacji z Unią rolnicy potrafili wymusić przyjęcie pożądanego przez nich stanowiska, gdy innym zagwarantowano upragnione okresy przejściowe, to my nie dostaliśmy nic. Podatek od zysków kapitałowych uzasadnia się niekiedy wymogami Unii (chociaż jest tyle sprzecznych informacji, że sam już się gubię). Czemu więc nikomu z nas nie przyszło do głowy domagać się specjalnego traktowania?

Pytanie brzmi, jak długo można ignorować grupę społeczną, która nawet jeśli nie jest zbyt liczna, to posiada przynajmniej ponadprzeciętne zasoby kapitałowe? Czy można z pobłażaniem traktować giełdę, która poprzez swój publiczny charakter jest najlepszym (chociaż nie idealnym) narzędziem ograniczania korupcji? Trudno spekulować na ten temat. Można jednak znaleźć pokrzepiające przykłady w historii.

Reklama
Reklama

W Polsce, w 1925 roku doszło do znaczącej destabilizacji na rynku walutowym. Problem deprecjacji złotego wywołał konflikt między prezesem Banku Polskiego a premierem Grabskim. Spór ten zakończył się dymisją premiera, po czym rządy objęła dość egzotyczna prawicowo-lewicowa koalicja. Widmo inflacji zmusiło nowy rząd do podjęcia prób ograniczenia deficytu budżetowego poprzez zamrożenie płac pracowników państwowych. Jednakże, aby nie obniżać standardu życia robotników, zdecydowano się na wprowadzenie wysokich ceł wywozowych na żywność. Jej nadpodaż miała doprowadzić do spadku cen i w efekcie zneutralizować efekty cięć budżetowych. Oczywiście wszystko odbywało się kosztem interesów rolniczych - grupy nie reprezentowanej w koalicji. Zabawa skończyła się po kilku miesiącach w wyniku rozłamu w rządzie. Znaczny wpływ na to miało również rosnące niezadowolenie wsi. Okazało się, że nie można permanentnie ignorować pewnych grup. Wkrótce potem doszło do zamachu majowego.

Liczę na to, że my również okażemy się grupą na tyle wpływową, że może nawet, jeśli nikt nie da nam więcej, to przynajmniej nie zabierze. Jeśli nie, mamy wówczas dwa wyjścia: albo czekać na liberalną kontrrewolucję (analogia do zamachu majowego), w którą wątpię, albo iść na ulicę po nasze pieniądze. To może okazać się bardziej intratne niż bezczynne trwanie w nadziei na to, aż kolejne kosmiczne pomysły "finansowego alchemika" przyczynią się do wzrostu gospodarczego i, co za tym idzie, hossy na GPW.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama