Rezerwa rewaluacyjna to narzędzie księgowe. Tworzy się ją na wypadek zmian kursów walut. - Jej rozwiązanie i przekazanie tak uzyskanych środków do budżetu byłoby emisją pustego pieniądza - mówi Bogusław Grabowski. A to oznaczałoby duży impuls do wzrostu inflacji.
Tymczasem minister finansów Grzegorz Kołodko, przedstawiając założenia reformy finansów publicznych, powiedział, że chciałby, aby NBP przekazał część środków z rezerwy do budżetu państwa. Miałyby one zostać wydane m.in. na współfinansowanie inwestycji opłacanych z funduszy Unii Europejskiej. Do państwowej kasy trafiłoby około jednej trzeciej rezerwy, której wielkość dziś wynosi około 27 mld zł. Wicepremier mówił wówczas, że trwają negocjacje z NBP na ten temat. Przedstawiciele banku centralnego zdementowali te informacje.
Jedynym organem, który decyduje o zasadach tworzenia i rozwiązywania rezerwy rewaluacyjnej, jest RPP. A ta stanowczo odrzuca propozycje ministra Kołodki. Nie wiadomo, czy nowa rada, która zostanie wybrana na początku tego roku, nie zechce spełnić postulatów wicepremiera Kołodki. Na piątkowym seminarium poświęconym tej sprawie Bogusław Grabowski, Andrzej Raczko i główny ekonomista BPH PBK Krzysztof Rybiński zastanawiali się nad skutkami takiej decyzji.
Według A. Raczko, byłego wiceministra finansów, najgorszym wyjściem byłaby monetyzacja rezerwy. - Największym nieszczęściem byłoby zwiększenie w ten sposób dochodów budżetu. Nie wierzę, że elity polityczne zechciałyby dzięki tak uzyskanym środkom dokonać np. obniżenia podatków - mówi A. Raczko.
Zdaniem Krzysztofa Rybińskiego, obniżka podatków byłaby w takiej sytuacji najlepszym wyjściem ze względu na wysokie koszty pracy. Ekonomista BPH--PBK uważa, że po przystąpieniu do strefy euro NBP będzie mógł obniżyć swoje rezerwy walutowe. Proporcjonalnie zmniejszyłaby się także rezerwa rewaluacyjna.