Obligacje plus PKN, długie na WIG20, może kilka mniejszych spółek z listy obserwacyjnej (np. Orbis, Wilbo, Prokom) - tak, w uproszczeniu, w listopadzie ub.r. prezentowałem plan swojego prywatnego portfela na 2003 r. Zaciskam zęby i trwam w uporze. Uporze osła lub profesjonalisty, tak sobie mówię,:)
Ale tak na poważnie - gdybym miał taką furę kasy, by realizować najbardziej wymyślne strategie, to myślę, że ostatnich kilkanaście miesięcy przyniosłoby mi wiele satysfakcji. Ale nie z zysków, lecz z okazji do akumulacji papierów po relatywnie atrakcyjnych cenach. Relatywnie, bo, oczywiście, mowa o porównaniu z cenami z przeszłości. Co przecież nie oznacza, że - jeśli sprawy pójdą źle - okazji do jeszcze bardziej atrakcyjnych zakupów nie zabraknie, niestety.
W każdym razie przypominam o tym, żeby myśleć o portfelu. Zaciskanie zębów i trwanie w uporze bowiem na wiele się nie zda, jeśli złośliwy trend wymiecie z rachunku kilkadziesiąt procent wartości inwestycji. O tym, że tanie wcale nie musi być tanie, przekonałem się ponad półtora roku temu, kiedy usiłowałem kupować powolutku papiery pewnej spółki, która kosztowała wtedy w okolicach 2,5 zeta. Operację wyhamowałem bardzo szybko, gdy kurs zaczął mi padać w kierunku założonego poziomu obrony. To, co kupiłem - sprzedałem na niewielkim minusiku, ale na spółkę patrzyłem z uwagą przez kilkanaście miesięcy. No i teraz kurs kolebie się gdzieś niewiele powyżej 1,5 zeta... Ciekawy jestem, jak się czują koledzy z funduszy, które łapały, ale nie sprzedały, ten papier po cenie niemal dwa razy wyższej. Jakieś 50% straty na jednej pozycji - hmm, ciekawe to musi być doświadczenie...
Gdy oceniam efektywność własnych działań ostatnich miesięcy, to może i trochę mnie to złości, że bilans wychodzi na zero. Ale rekordowo niska inflacja i relatywnie nieatrakcyjne oprocentowanie lokat alternatywnych powoduje, że - po raz pierwszy od wielu lat - głowa mnie specjalnie z tego powodu nie boli. Jeszcze kilka lat temu, przy swobodnie hulającej inflacji i nominalnie wysokiej stopie zwrotu z "prymitywnych" lokat (tzn. depozytów bankowych), fakt notowania nominalnej zerowej stopy zwrotu z własnego portfela był powodem koszmarnego stresu. Teraz optyka może być już inna, i bardzo dobrze. Teraz moje zaangażowanie w akcje i pochodne na WIG20 jest śladowo-symboliczne. Z różnych względów inwestowanie traktuję bardziej jako sport. Choć polecam to zajęcie zarówno jako sport ekstremalny, jak i sposób na życie.
No więc, myślmy o portfelach (poziomach obrony!) i trwajmy w mądrym uporze. Żeby jeszcze makro - poza bardzo niską inflacją - tak nie rzęziło. Politycy nie umieją i chyba nawet nie chcą przedstawić jakiegoś sensownego planu naprawy finansów publicznych. Usiłują zastępować decyzje pustymi sloganami. Niczego dobrego z tego, oczywiście, być nie może. Jak się wydaje, podatki, zamiast obniżane, mają być de facto podwyższone, co trudno uznać za sposób na ożywianie gospodarki. Politycy opowiadają jakieś fantasmagorie o papierowym polepszaniu sytuacji (w tym o tzw. rozwiązywaniu i obniżaniu rezerw). Bajdurzenie uchodzi im płazem, bo pewnie większość ludzi nawet nie wie, o czym oni w ogóle gadają. Ale głowy do góry. Wiosna już niedługo.