We wrześniu 2002 r. mówił Pan, że Agros nie zostanie wycofany z giełdy. Dlaczego Pernod Ricard zmienił zdanie?
Nigdy nie mówiłem, że Agros nie opuści giełdy. Na konferencji we wrześniu zaznaczyłem tylko, że nie ma żadnej decyzji w tej sprawie, a kwestia obecności spółki na GPW nie jest w tej chwili rozpatrywana. Pernod Ricard zaczął w grudniu rozważać możliwość wycofania Agrosu z notowań. Nie należy się dziwić jego decyzji. Agros sprzedał udziały we wszystkich firmach produkcyjnych i nie prowadzi działalności, która wymagałaby pozyskania dodatkowego kapitału za pośrednictwem polskiego rynku. Poza kontrolą inwestora pozostaje około 1,5% akcji firmy. Ich płynność jest minimalna. Koszty utrzymania statusu spółki publicznej są zbyt wysokie w stosunku do wynikających z tego tytułu korzyści.
Pernod Ricard płaci za akcje na okaziciela Agrosu po 10 zł. Wezwanie potrwa do 4 kwietnia. W maju 2001 r., w poprzednim wezwaniu, skupował papiery po 41,5 zł. Na rynku pojawiły się głosy niezadowolenia z obecnej ceny. Skąd taka różnica w wycenie papierów?
Mamy bessę na giełdzie i rynek przecenił akcje wielu spółek. Każdy mógł w 2001 r. odsprzedać walory Agrosu. Ci, którzy nie odpowiedzieli wtedy na wezwanie, musieli się liczyć z tym, że może już nie będą mieli tak dobrej okazji. Chcę podkreślić, że cena w wezwaniu nie może być niższa od średniego kursu z ostatnich 6 miesięcy. Pernod Ricard wywiązał się z tego z nawiązką. Zaoferował cenę wyższą o 25% od średniego kursu Agrosu, który za ostatnie pół roku wyniósł 8 zł.
Akcje Agrosu straciły płynność i kurs giełdowy nie odzwierciedla rzeczywistej wartości spółki. Wartość księgowa papierów wynosi ponad 22 zł. Inwestorzy z pewnością liczyli na cenę zbliżoną to tej kwoty.