Wczorajsza sesja nadszarpnęła nerwy posiadaczom długich pozycji. Strach skłonił wielu z nich do zamykania pozycji i ratowania zysków lub zmniejszania strat, jeśli pozycje były otwarte późno. Jednak patrząc z pewnego dystansu na to, co się działo, można przyjąć, że gracze o słabszych nerwach opuścili rynek. Jest więc prawdopodobne, że to pozwoli nam na ponowne zbliżenie się do poziomów okolic 1120 pkt.

Zaczęło się niewinnie od otwarcia na poziomie zamknięcia z wtorku, ale później było już tylko gorzej. Także rynek kasowy nie pozostawiał złudzeń. Podaż wyraźnie przeważała, i to na najważniejszych spółkach. Jedyną przesłanką do tego, by nie poddawać się emocjom, był fakt, że obrót w czasie spadku był mniejszy od tego, jaki towarzyszył wzrostom. A emocji było sporo. Najpierw spadek osiągnął prawie 38,2-proc. zniesienie poprzedniego wzrostu, by po krótkim odpoczynku zbliżyć ceny do luki hossy z poniedziałku. To była ostatnia nadzieja byków. Udało się. Warto zauważyć, że w czasie spadku naruszony został poziom średniej kroczącej.

Później mieliśmy ładny kontratak byków i zamknięcie nad połową rozpiętości wczorajszej sesji, co po części neguje niemiłe wrażenie po spadku. Po części, gdyż fakt, że taki spadek w ogóle wystąpił, nie świadczy zbyt dobrze o rynku i nie pozwala już na sądy o dominacji popytu. Nastąpił także powrót nad średnią kroczącą, dając do zrozumienia, że zejście poniżej jej poziomu było jedynie pułapką. Teraz chyba najbardziej na miejscu jest mówienie o niewielkiej przewadze popytu. Długie pozycje nadal wydają się więc najodpowiedniejsze i nadal poziomem, który może wpłynąć na zmianę nastawienia, jest luka hossy, która dzięki wczorajszej sesji zyskała na znaczeniu.