Irlandzki minister finansów Charlie McCreevy, starając się ograniczyć wydatki konsumpcyjne, wprowadził jeszcze w 2001 r. przepisy, dzięki którym każdy Irlandczyk w okresie pięciu lat otrzymuje 1 euro za każde zaoszczędzone 4 euro. Około jednej piątej obywateli zdecydowało się zainwestować w funduszach inwestycyjnych, zamiast ulokować środki na rachunkach bankowych. - McCreevy dał każdemu ekstrapremię w wysokości 25%. Więc nawet jeśli fundusze tracą na giełdzie, co ma miejsce w tym momencie, to i tak przeciętny inwestor wychodzi co najmniej na swoje - powiedziała Bloombergowi Dara Fitzgerald, szefowa irlandzkiego stowarzyszenia menedżerów funduszy inwestycyjnych. Według danych agencji Standard & Poor`s przeciętny europejski fundusz akcyjny stracił w ubiegłym roku 17%.
Łącznie Irlandczycy ulokowali w ub.r. w funduszach akcyjnych netto 158 mln euro, o 58% więcej niż w 2001 r. Stało się tak mimo że główny wskaźnik giełdy w Dublinie - ISEQ - obniżył się w tym samym okresie o 30%. Dla porównania, inwestorzy we Francji, Niemczech, Włoszech, Hiszpanii czy sąsiedniej Wielkiej Brytanii zdecydowanie redukowali swoje zaangażowanie w takich instytucjach. Na największym światowym rynku - w Stanach Zjednoczonych - w ub.r. odpływ netto z funduszy akcyjnych wyniósł 27,1 mld USD i jest to najgorszy wynik od 1988 r.
Irlandia, podobnie jak inne kraje europejskie, zachęca obywateli do oszczędzania, aby zmniejszyć nakłady na państwowy system świadczeń emerytalnych. Rząd przeznaczył już 7 mld euro na dofinansowanie funduszy emerytalnych do 2005 r.