Zbieg kilku czynników sprawił, że w piątek doszło do spadku notowań na międzynarodowym rynku naftowym. Wprawdzie USA są gotowe zaatakować Irak nawet bez zgody Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale na razie zabiegi dyplomatyczne oddalają wybuch wojny. Tymczasem amerykański minister energetyki Spencer Abraham stwierdził, że jego kraj zastrzega sobie prawo uruchomienia strategicznych rezerw ropy, gdyby konflikt zbrojny na Bliskim Wschodzie ograniczył nadmiernie jej dostawy. Jako członek Międzynarodowej Agencji Energetycznej USA zamierzają porozumieć się wcześniej z tą organizacją, ale ostateczną decyzję podejmą samodzielnie. O możliwości wykorzystania strategicznych zapasów wspomniał także rząd Japonii. Zniżce notowań ropy sprzyjała też wiadomość o przygotowaniu przez Arabię Saudyjską 14 tankowców, aby w maju dostarczyć na rynek amerykański 29,5 mln baryłek tego surowca. Dodatkowym bodźcem były prognozy, zapowiadające ocieplenie w północnowschodniej części USA, które powinno zmniejszyć zużycie oleju opałowego. W Londynie za baryłkę ropy Brent z dostawą w kwietniu płacono w piątek po południu 30,80 USD wobec 32,43 USD dzień wcześniej.
Notowania złota odrobiły część czwartkowych strat dzięki ponownemu osłabieniu dolara oraz ciągłym obawom przed wybuchem wojny na Bliskim Wschodzie. Kruszec ten kosztował w Londynie 337,55 USD za uncję wobec 334,35 USD w czwartek.
Cena miedzi wahała się w wąskim przedziale. Na giełdzie londyńskiej metal ten, w kontraktach trzymiesięcznych, zdrożał w piątek do 1660 USD za tonę, z 1654 USD w końcu sesji czwartkowej.