Indeks spółek branży zbrojeniowej - Standard & Poor`s Aerospace & Defence - w ciągu ostatniego roku stracił na wartości 28%, co zaskoczyło wielu inwestorów, którzy liczyli, że perspektywa wojny na Bliskim Wschodzie spowoduje wzmożony popyt na papiery producentów samolotów wojskowych, okrętów wojennych czy naprowadzanych satelitarnie pocisków.

Eksperci tłumaczą, że w ostatnich latach run na papiery spółek zbrojeniowych miał już miejsce, a działo się to tuż po zniszczeniu przez terrorystów kompleksu World Trade Center 11 września 2001 r. Wówczas to władze amerykańskie gwałtownie zwiększyły wydatki na zbrojenia, aby móc skutecznie walczyć z międzynarodowym terroryzmem. Tak więc w porównaniu z innymi akcjami walory spółek z branży zbrojeniowej wciąż są relatywnie drogie. Do tego doszły jeszcze inne czynniki, takie jak problemy koncernów z deficytami w zakładowych funduszach emerytalnych czy nadchodzące sygnały, że wydatki na zbrojenia nie będą już rosły w takim tempie, jak jeszcze kilka lat temu. Prezydent George Bush w ubiegłym miesiącu zaproponował 4-proc. zwyżkę w wydatkach budżetu na obronę w roku fiskalnym 2004, podczas gdy w 2003 r. ma ona wynieść 12%.

Około 72,7 mld USD, z 379,9 mld USD łącznego budżetu zbrojeniowego zaplanowanego na 2004 r., ma zostać przeznaczone na zakup broni od Lockheed Martin, Northrop i innych producentów. Jest to o 2,3 mld USD mniej niż początkowo zapowiadał Pentagon.

Eksperci pracujący w branży zbrojeniowej podkreślają, że wojna w Iraku niewiele pomaga temu sektorowi. - Wydatki na tę wojnę skoncentrują się przede wszystkim na zakupach paliwa, żywności dla żołnierzy czy transporcie. Większość sprzętu wojskowego już jest w rejonie Zatoki Perskiej, i nie sądzę, żeby była konieczność jego uzupełnienia. Większość analiz pokazuje, że wojna prawdopodobnie potrwa krótko - uważa Ronald Sugar, prezes i dyrektor generalny Northrop, spółki, która specjalizuje się w produkcji okrętów wojennych.

Gdyby jednak większość scenariuszy się nie sprawdziła i podbój Iraku się przedłużył, nie musi to oznaczać hossy na akcjach wielu spółek zbrojeniowych. Z takiego rozwoju wydarzeń mogą skorzystać producenci amunicji (np. koncern Raytheon produkujący rakiety Tomahawk) czy dostawcy nowoczesnych systemów naprowadzania na cel, ale nie producenci samolotów czy okrętów, których - zdaniem analityków - w amerykańskiej armii jest wystarczająca liczba.