Styczniowe walne Ponaru, producenta hydrauliki siłowej, zakończyło się sukcesem Skarbu Państwa. W radzie nadzorczej spółki znalazły się głównie osoby reprezentujące MSP oraz NFI. Weszła do niej tylko jedna osoba związana bezpośrednio z Piotrem G., znanym inwestorem giełdowym (sąd przychylił się ostatnio do wniosku prokuratury o jego aresztowanie), usiłującym przejąć kontrolę nad przedsiębiorstwem. Spółce doręczono już jednak pozew o unieważnienie uchwał dotyczących powołania komisji do sprawdzenia listy obecności, a także uchwał dotyczących powołania członków nowej rady. Wniósł go Mirosław Fludra (ma 8,3% akcji i głosów na WZA firmy).

- Inwestorzy kojarzeni - podkreślam: kojarzeni, bo nie mamy żadnej wiedzy co do ich wzajemnych związków - z Piotrem G. tworzyli jedną grupę na walnym, która wybrała jedną osobę do rady. Inwestorzy ci oprotestowali uchwały WZA, mają więc prawo je zaskarżać. Zamierzamy jednak udowodnić, że nie ma podstaw do takich skarg - zapewnia Andrzej Dzierugo, członek zarządu Ponaru.

Najprawdopodobniej inwestor, który złożył pozew, będzie kwestionował tryb zwołania walnego. Przekreślenie decyzji WZA nie będzie jednak łatwe. Uczestniczyli w nim bowiem akcjonariusze dysponujący ponad 763 tys. akcji, czyli 88,13% kapitału Ponaru.

- Spór nie przeszkadza w normalnej działalności spółki. Poprawiła się nawet nasza sytuacja finansowa, w tym płynność - zapewnia A. Dzierugo. Firma w związku ze zmianami w akcjonariacie poniosła jednak wymierne straty. 700 tys. zł wyprowadziło z jej rachunku dwóch menedżerów (tworzyli zarząd firmy), którzy od kilku miesięcy są w areszcie. Piotr G. oskarżany jest o wyłudzenie kredytu w wysokości ponad 3 mln zł. Kredyt poręczył Ponar. Z tego tytułu bank przejął ponad 600 tys. zł należących do spółki. - Reszta środków stanowiących zabezpieczenie kredytu została zablokowana, ale nie jest przedmiotem windykacji - informuje A. Dzierugo.